Delirium

Bieżącą pogodę pogodę w Indiach najlepiej opisuje słowo: deliryczna. Temperatura zwykle sięga 40C, a i często je przekracza. Do tego jest wilgotno i duszno. Nietrudno w takiej sytuacji o kontakty z siłami wyższymi, demonami i całym tałatajstwem

Amristar jest bardzo przyjemny, przynajmniej w porównaniu do hałaśliwego Delhi. Owszem, zdarzają się natrętni rikszarze, ale stosunkowo rzadko. No i Złota Świątynia - na prawde robi wrażenie. Jest też bardzo spokojna. Jedzeni Punjabu za to o ile smaczne, to raczej ciężkie - większość potraw wbrew pływa w ghee, klarowanym maśle. Zaliczyliśmy trzy lokalne jadłodajnie (gdzie byłem jedynym Europejczykiem) i jak dotąd bez konsekwencji. Udało mi się też zobaczyć ceremonię zamykania granicy z Pakistanem - niesamowity cyrk. Już widzę, jak to odstawiamy z Rosją... albo Czechami.

Agra to z kolei zupełnie inna bajka. Tak agresywnych, nachalnych i jednocześnie przebiegłym naganiaczy i handlarzy nie spotkałem jeszcze nigdzie. Po raz pierwszy niemal padłem ofiarą przekrętu, na szczęscie udało się wymknąć. Szczerze, nie warto się z kierowcami wdawać w żadne dyskusje i zwiedzanie organizować tylko przez sprawdzonuych przewodników. Sam Taj Mahal - majestatyczny. Polecam też pobliską twierdzę Fatepuh Sikri (acz tutaj to się dopiero trzeba oganiać...) gdzie poza samą twierdzą można odwiedzić grób okolicznego świętego, który ponoć spełnia życznia. Trzy. Zobaczymy.

Po samodzielnym zwiedzaniu Agry zjechaliśmy z osobna do Jaipuru, gdzie chwilę jutro pozwiedzamy, a co najważniejsze wybieramy sie do okolicznego rezerwatu / wioski opiekunów słoni... umyć słonie!

1 komentarz:

  1. do Dehi można się przyzwyczaić :) ja w ND mieszkam od 5 lat i zgiełk oraz mrowie ludzi już nie robią wrażenia ;) Przy okazji polecam zajrzeć do Jaipuru i zobaczyć fort Amber. Pozdrawiam. Grzesiek

    OdpowiedzUsuń