O nałogach

Nim przejdziemy do części właściwej, przedstawiam po raz kolejny:



Mówiłem już że melodię poznałem podczas oglądania show pewnej przesympatycznej starszej pani, która rozbierała i potem owinięta jeno Amerykańską flagą mówiła o swoich wartościach życiowych? Na pewno mówiłem. A jeżeli nie o tej pani, to na pewno o striptizerach których zatrudniała do tańczenia z publicznością.

Chciałem się natomiast przyznać do innego nałogu. Otóż oglądam Magnolię. Od lat.

Pierwszy raz oglądałem Magnolię na studiach. Jakieś piętnaście minut bo akurat zasypiałem koło Miłości Mojego Życia i generalnie bardzo szybko chciałem zasnąć. Właściwie natychmiast... mimo że on nie był szalenie zainteresowany i jego panna strasznie się narzucała. Obudziłem się na deszcz żab (chyba) i zasnąłem.

Potem oglądałem Magnolię na na wymianie studenckiej, w Słowenii. Właściwie to nie zdążyliśmy włączyć nawet filmu nim zabraliśmy się za khem, suszenie prania i kończenie wina. W efekcie ugasilismy balakon i zupełnie nie zdenerwowaliśmy policji.

Raz starałem się sam z siebie. Zasnąłem po godzinie. Nic nie pamiętam.

Dzisiaj po raz kolejny starałem się to obejrzeć. Z Promiennym. Z trzech godzin wytrzymaliśmy jedną. To znaczy wytrzymałem ja, bo on jakoś zabrał się za duzo innych rzeczy. A potem poddalem pole i poszło coś innego. Obecny plan opiewa na oglądanie etapami. Film jak batalia.

2 komentarze:

  1. Jeden z moich ulubionych filmów. Ale nie oglądam go tak namiętnie jak Ty. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uwielbiam kawałek Sail :)

    OdpowiedzUsuń