O Brytyjskości.

Jakbym nie marudził czasem, to szczerze lubie tutaj mieszkać. Jedną z ulubionych rzeczy jest język. Nie chodzi o sam angielski, nawet nie o akcent, ale o sposób wyrażania emocji. Umiarkowanie.

Cytat z dzisiejszego spotkania przy temacie zahaczającym o wakacje: "i've heard they experienced a bit of a hurricane". W wolnym tłumaczeniu: doświadczyli odrobiny huraganu. Tak, trochę wiało, pół kraju martwe. A to niefart.

Ponoć problemem było to podczas wojny koreańskiej ,kiedy regiment Gloucester otoczony przez Chińską armię opisał sytuację jako nieprzyjemną. Ukąszenie najbardziej jadowitej ryby powodujące obezwładniający bół? Niewygodne.

W pracy nabiera to ciekawszych barw - ogromną wagę przywiązuje się do emocji i poczucia komfortu. Brytyjczyk który urazi inną osobę jest skłonny implodować niszcząc przy tym sporo sprzętu biurowego. Rarpot źle napisany - jest OK. Raport napisany dobrze - nie jest źle. Zamias zapytać czemu nie pracownik nie odpisuje na wiadomości pada pytanie: "czy miałeś może okazję widzieć poniższą wiadomość"?

Całość ładnie podsumowuje poniższa, wygrzebana gdzieś w sieci tabelka:

2 komentarze:

  1. Okrutne, ale prawdziwe. Polacy niestety są bardzo wprost bez wyszukania w ocenie sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano, acz z drugiej strony tutaj dochodzi to do lekko absurdalnych poziomów. W pracy już przywykłem, ale stwierdzanie "prawie się zgadzam" wciąż potrafi mnie zmylić.

    OdpowiedzUsuń