O przemyśleniach

Obudziłem się i zacząłem codzienną rutynę. Potknij się o kota, nakarm kota, potknij się o kota, przygotuj śniadanie, pociesz chorującego Promiennego, pogłaszcz Promiennego, pogłaszcz kota, ogarnij kuchnię, pogłaszcz kota, przygotuj herbatę Promiennemu, zabaw kota, ogarnij się, pożegnaj się z Promiennym, pogłaszcz kota... i het na rower, do pracy. Tutaj lawirując pomiędzy autobusami, pchającymi się pod koła pieszymi, a ogólnym Londyńskim ruchem mogę się w końcu zrelaksować.

W pracy brnąc przez skrzynkę (coś 160 maili, po jednodniowej nieobecności) stwierdziłem, że szlag to wszystko, pakuję się i wyjeżdżam gdzieć daleko, w tej chwili i na długo. Na szczęście chwilę później napiłem się kawy i wszystko jakoś wróciło do normy. Da się żyć.

3 komentarze:

  1. Czy mogę ukraść tę notkę do swiatkotow.pl? Dam linka do bloga, obiecuję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziku, zakładam że tak. Jeżeli nie - to i tak wiem gdzie stoi maszyna która to wydaje. I będę korzystał.
    Gosiu - jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń