O wegetariaństwie

Przeżyłem Kraków, przeżyłem, acz nie było łatwo. Dwa spotkania z dawno nie widzianym kumplem z Syrii były na pewno dużym plusem. Acz wizyty wizytami, a mnie przyszło znów gotować. Taka dola.

Niestety, gdzie się człowiek nie obróci, to się wegetariaństwo pleni. Myślałem kiedyś, że ktoś kiedyś pójdzie po rozum do głowy i wypleni z korzeniami, nawpycha w paszczę steków, acz nic z tego. Oczywiście i tak zupełnie na prawdę to uważam, że nie ma jednej ścieżki do prawdy i dobrego smaku, przeto staram się sprostać wszystkim gustom gości

W związku tą plagą i zmorą organizując kolację jutro siedzę po nocy i warzę wywar z wodorostów, który skombinowany z fermentowanym tofu i żółtą fasolą ma być tak dobry jak sos rybny. Podobno, bo na razie to jedynym efektem jest wydatny aromat ryby w całym mieszkaniu.

Ja nawet nie chce wiedzieć dlaczego i jaka chemia w tym gra, że fasola z wodorostami ma smakować umami. Zatem poza normalnym, tajskim curry na jutro będę rzeźbił wegetariański sos rybny. Wegetariański. Sos. Rybny. Szau.

1 komentarz: