O amerykaństwie

Nie kocham Stanów. Serio. Nie mam też nic przeciwko nim. Są sobie i jak dla mnie mogą być dalej, byle się nie narzucały. Niestety Promienny pała miłością gorąca i koniecznie chce mnie zabrać do krainy Mlekiem i Miodem płynącej.

Mleko też mnie nie obchodzi, a od miodu się kleję. Mimo tego postanowiłem w wolnej chwili zajrzeć o co kaman i czy ewentualnie się zgodzę. Pamiętamy proces wizowy do Indii i pytania czy nasz chomik przypadkiem nie jest z Pakistanu? Ha....

Tak, żeby rozpocząć proces wizowy należy umówić się przez dedykowaną linię telefoniczną (1,23 pfunta za minutę) na spotkanie kosztujące jedynie 160 pfuntów. Po spotkaniu zabiorą nam paszport i oddadzą. W ciągu tygodnia. Albo pół roku.

I ja przepraszam, ale jak ja mam pójść na ten wywiad i nie szydzić z konsula? Przecież oni mnie tam zastrzelą i nawet po pomoc nie zadzwonię. Bo komórki ze sobą też brać nie można.

1 komentarz:

  1. mam dokładnie takie same odczucia jak Ty, jeśli chodzi o proces wizowy, a w przypadku "krainy Miodem i Mlekiem płynącej" raczej proceder. dlatego też, mimo tego, że chciałbym polecieć i popatrzeć, dopóki tak to będzie wyglądało, dziękuję, stanowczo postoję.

    OdpowiedzUsuń