O amerykaństwie

Nie kocham Stanów. Serio. Nie mam też nic przeciwko nim. Są sobie i jak dla mnie mogą być dalej, byle się nie narzucały. Niestety Promienny pała miłością gorąca i koniecznie chce mnie zabrać do krainy Mlekiem i Miodem płynącej.

Mleko też mnie nie obchodzi, a od miodu się kleję. Mimo tego postanowiłem w wolnej chwili zajrzeć o co kaman i czy ewentualnie się zgodzę. Pamiętamy proces wizowy do Indii i pytania czy nasz chomik przypadkiem nie jest z Pakistanu? Ha....

Tak, żeby rozpocząć proces wizowy należy umówić się przez dedykowaną linię telefoniczną (1,23 pfunta za minutę) na spotkanie kosztujące jedynie 160 pfuntów. Po spotkaniu zabiorą nam paszport i oddadzą. W ciągu tygodnia. Albo pół roku.

I ja przepraszam, ale jak ja mam pójść na ten wywiad i nie szydzić z konsula? Przecież oni mnie tam zastrzelą i nawet po pomoc nie zadzwonię. Bo komórki ze sobą też brać nie można.

O wegetariaństwie

Przeżyłem Kraków, przeżyłem, acz nie było łatwo. Dwa spotkania z dawno nie widzianym kumplem z Syrii były na pewno dużym plusem. Acz wizyty wizytami, a mnie przyszło znów gotować. Taka dola.

Niestety, gdzie się człowiek nie obróci, to się wegetariaństwo pleni. Myślałem kiedyś, że ktoś kiedyś pójdzie po rozum do głowy i wypleni z korzeniami, nawpycha w paszczę steków, acz nic z tego. Oczywiście i tak zupełnie na prawdę to uważam, że nie ma jednej ścieżki do prawdy i dobrego smaku, przeto staram się sprostać wszystkim gustom gości

W związku tą plagą i zmorą organizując kolację jutro siedzę po nocy i warzę wywar z wodorostów, który skombinowany z fermentowanym tofu i żółtą fasolą ma być tak dobry jak sos rybny. Podobno, bo na razie to jedynym efektem jest wydatny aromat ryby w całym mieszkaniu.

Ja nawet nie chce wiedzieć dlaczego i jaka chemia w tym gra, że fasola z wodorostami ma smakować umami. Zatem poza normalnym, tajskim curry na jutro będę rzeźbił wegetariański sos rybny. Wegetariański. Sos. Rybny. Szau.

Chlor

Swego czasu byliśmy z Promienny na Polskim weselu. Promienny w okolicach 22:30 chichocząc oświadczył Pannie Młodej, że skontaktuje się z WHO i zarząda by Polskie wesela wpisano na listę zagrożeń zdrowia publicznego. A potem spadł.

Szczęsciem wesele siosty przebiegało nieco spokojniej - Promienny został w Londynie, a my zatrudniwszy ochronę upewniliśmy się, że wszystkie zwaśnione gałęzie rodu siedzą od siebie z daleka. Na ranem, kiedy ostatni goście zostali odniesieni zatańczyliśmy z Matką przez pustą salę wzdłuż i wszerz i zamknęliśmy imprezę. Gwiazdą okazał się dziadek, który mając lat 91 też potańczył.

A teraz Kraków, stada i hurmy przyjaciół i znajomych wraz z niemal conocnymi imprezami. Czuję lekkie rozdarcie pomiędzy Londynem a tutaj, acz mam pewne przeczucie ze tak już zostanie. Nie da się do końca wyjechać, jak i pewnie nie da się do końca już wrócić.

Trzymajmy kciuki za wątrobę. Czeka ją ciężki wieczór.