O grach wojennych

Drogi pamiętniczku... jak wszyscy wiemy nieczęsto się nudzę. A to dzięki niepokojącej skłonności do wyszukiwania sobie zajęcia z prędkością wiewiórki na amfetaminie. Można własciwie założyc, ze ten cyr... ta przeprowadzka też została zorganizowana, by się nie nudzić.

Tematów i anegdot będzie jeszcze sporo, acz dzisiaj najbardziej paląca kwestia. Ogrodnictwo. Otóż do wynajętego mieszkania przynależy ogródek. Już drugiego dnia wpadłem w niego z impetem godnym szarży husarii i wykarczowałem chwasty, pare drzewek i w ogóle wyczyściłem. Potem oddałem się chwilii kontemplacji i nasadziłem kwiatków i przypraw.

Ucieszyłem się nawet, kiedy spojarzełm i po młodym listku tajskiej bazylii pełzał sobie drobny ślimaczek. Uroczo. Oddając się dalszym pracą nie spostrzegłem nawet jak rzeczony ślimaczek wpierdolił bazylię do korzeni. Zen.

Tutaj zaczęła sie wojna podjazdowa - najpierw zbierałem je pojedynczo i z troską przenosiłem z daleka od przypraw. Nie trwało to długo, gdyż pierwszej nocy ślimaki zaatakowały stadem i pożarły praktycznie wszystko. Zen.

Posadziłem więc nowe i chwyciłem się nieagresywnych domowych sposobów odstraszania ślimaków. Najpierw wyczytałem że należy posadzić mięte i rozmaryn, bo nie lubią ich zapachu. Rozmaryn ominęły, mięte wszamały do korzeni. Zen.

Nic to, ponoć jeżeli rozsypać fusy kawy, to ominą, bo gorzko im jak pełzną. Ha. Faktycznie było im gorzko, bo na przegrychę wtrząchneły stokrotki i zaczeły się dawać do fuksji.

Mniej więcej w tym momencie awansowały z rangi słodkiego zwierzaczka do szkodnika i wyczerpały asortyment delikatnych środków perswazji. Jako że Mary Jane (nasz obecny nieistniejący kot*) nie trawi chemii do dyspozycji pozostały metody organiczne.

Taka organiczność może być strasznie drapieżna. Obecnie rozsypuję wśród co cenniejszych okazów tłuczone skorupki jajek, po których paskudne potwory nie lubią pełzać i nieopodal rozstawiłem sidła. Sidła na ślimaki. Dzięki temu co wieczór muszę otworzyć puszkę piwa i rozlać do sideł jako przynętę. Bo ślimaki bardziej od bazylii lubią piwo.

* to znaczy istnieje, ale na razie na Isle of Wight, gdzie jedziemy ją odebrać w najbliższa niedzielę.

1 komentarz:

  1. Z czasem zrobi sie z Ciebie niezły pogromca ślimaków.
    Ja natomiast toczę zażarta wojnę z pająkami w moim domu jeden cholernik podbił mi już salon i bez odpowiedniej broni w ręku juz tam nie wchodzę;,to cieżki kaliber który kwalifikuje się na wciagniecie odkurzaczem, moze Twoje ślimaki jakimś cudem też załatwiłaby ta wielofunkcyjna jak widać maszyna?;D.

    OdpowiedzUsuń