Trznaście zielonych trzemieli

Mówiłem już, że się przeprowadzamy. Otóż sprawa jest pełna przygód i mówiąc szczerze - chyba tego lokalu będę się dłuższą chwile trzymał, bo przy kolejnej przeprowadzce zacznę zabijać. Powoli. Gumowym młotkiem.

Kwestia adresu już (mniej więcej) unormowana. Będziemy mieli na szczęście odrębne wejście i w jednym tajnym rejestrze figurujemy jako odrębna jednostka. Dzięki temu mogę już rozmawiać z różnymi firmami i zamawiać rzeczy, pod warunkiem że za każdym razem wyjaśnię im jakiego tajnego rejestru adresów mają użyć. Nawet mi przy tym już powieka nie skacze.

Kilka dni walczyliśmy też o transport, jako że dość popularną praktyką jest branie mebli jako zakładników. Otóż przyjeżdża ekipa, ładuje bagaż a potem dzwoni i mówi, że oddadzą jak zapłacimy pozostałą część pieniędzy. Bo szacunki były niedokładne. Sprytnie to robią, bo przez telefon. Inaczej istniałaby spora szansa na upadek ze schodów, ze czternaście razy po tłuczonym szkle. Na szczęście udało się znaleźć człowieka który jest dość solidny (i nie pracuje w piątki, przez co przeprowadzamy się galopem we czwartek).

Drobny komentarz, że przez przed, w trakcie i po przeprowadzce mamy gości. Non-stop i ciągle. Dzięki czemu prócz radości pakowania i sprzątania dochodzi jeszcze szeroko rozumiany catering. Acz to akurat pozytywne, bo my z natury gościnni jesteśmy i lubimy towarzystwo, nawet jeżeli towarzystwo może być zmuszone do spania wśród tekturowych pudeł.

Ach, newsem dnia jest folia z bąbelkami. Będę miał dwadzieścia pińć metrów. Część może nawet zużyje to pakowania.

1 komentarz:

  1. khe, khe? Folia? z bąbelkami? na nerwy sobie kupiles? bedziesz pstrykal?

    OdpowiedzUsuń