O pożodze

Pamiętamy ten kawałek o niewidzilanym kocie, prawda. Otóż okazuje się, że za kota muszę zapłacic depozyt. Trochę się martwię, gdyz z uwagi na jego kwantową naturę może być go trudno kontrolować i depozyt przepadnie. Poza tym jaki sąd uwierzmy mi, że żyrandol spadł strącony przez nieistniejącego kota.

Jakby tych przyjemności było mało agent nieruchomości usiłuje wmanewrować mnie w kontrakt z dostawcą energii, który ściąga drakońskie stawki i blokuje wszelkie próby rozwiązania umów z nimi. Wzruszająca historia jednego z dotychczasowych klientów tutaj: http://www.sparkenergy.org.uk/

Oczywiście wszelkie próby wykreslenia zapisów z kontraktu odbijają się od agenta niczym niewidzialny kot od gumowej kaczki. A to dlatego, że dostawca płaci im prowizje od każdego najemcy który podpisze taką umowę. Przyznam, że po miesiącu negocjaji zaczynam toczyć pianę na sam widok ich znaku firmowego.

1 komentarz:

  1. Tak sobie myślałem o małej inwersji, co by w kartonie zamknąć agenta, a kota zatrudnić w agencji.

    OdpowiedzUsuń