O zaległościach

Od dłuższego czasu zbieram się do napisania czegoś, i jakoś tak nie wychodzi. Zycie tak śmiesznie zapieprza do przodu, że trudno wyrobić. Kolonizuje Londyn, w końcu dorabiam się znajomości na miejscu, szykuję krótki przewodnik o żarciu w okolicy. Dorastam do gotowania na poważnym poziomie, stabilizuje się z V i w ogóle ociekam szczęsciem. Nie zasłużyłem.

O sprawach bieżących

Tak to niestety jest, że jak zwykle nie nadążam z pisaniem. Nie planuję porzucać bloga, bo stanowi jakieś tam fajne zakotwiczenie w przeszłości, ale niestety blogizm na chwilę bieżącą nie stanowi priorytetu. Z resztą brakuje mi czytania twórczości Psotnicy, a obecnie jedno z nielicznych światełków w tunelu stanowi Barbarella.

Zatem ze spraw ważnych: - zrobiłem comming out matce. Choć biorąc pod uwagę dość ciekawy rodzinny układ jaki praktykujemy - pogadaliśmy tak szczerze. Zniosła rzecz w miarę spokojnie, dzielnie i równie. Teraz mamy jakiś czas do nadrobienia zaległości rodzinnych. Tych od czasu kiedy myknęła na zachód za swoim high school love.
- przeprowadzka na północ Londynu w drodze, niebawem będziemy mieć powierzchnię, ogród i kota. Planuję, że kot będzie potworem nie z tej ziemi.
- za jakieś trzy tygodnie złapię kolejny pas w JJ. Ogólnie jestem na etapie zabijania piętą z marszu
- awansowałem. W międzyczasie. Z przypadku i w ogóle bez wysiłku, acz okazuje się, że pracuję w chorej firmie, gdzie minimum pracy oznacza, że człowiek jest Tytanem Pracy.

W szczegółach jakoś dokładniej niebawem, może też trzepnę rys histeryczny, ale to jeszcze przemyślę.