I'm sailing away...



Zatem przeprowadzamy się. Wczoraj wieczorem wymyśliłem ze chce zamieszkac na łodzi. Znalazłem łódź, w środę oglądanie i o ile nic zupełnie od czapy nie wyskoczy (t.j. bardziej niż sam fakt mieszkania na rzece) to z początkiem czerwca rozpocznę marynistyczną przygodę.

Promienny jeszcze nie do końca wierzy, że to na serio, ale w clematis w doniczce też nie wierzył, jak i w kolejową podróż przez Indie. Cóż, człowiek uczy się całe życie...

Że zapaść

Po tradycyjnym weselu wróciliśmy sobie do domu. Fajnie. Pięknie. Szczęśliwie. Po czym dostałem w pysk z dwururki osiemnastomiesięcznym sekretem. Okazało się że Promienny jest lekko bardziej posunięty w latach niż deklarował. Tak jakość sześć lat więcej. Co różnice wieku robi nam już z lekka pokoleniową. Na plus to, ze przegadaliśmy sprawę, powody, konsekwencje i resztę i całkiem dorośle pchamy ten lekko bardziej kulawy wózek dalej.

W międzyczasie naumiałem się zabijać bardziej i poza tym ociekam szczęściem. Umiejętność uduszenia człowieka na 21 sposobów na pewno pomaga być szczęśliwym. Poza tym kocham porto. Bardzo i namiętnie.

O weselu

Zatem przetrwaliśmy tradycyjne Polskie wesele. No, może nie tak w stu procentach bo Promienny około godziny dziesiątej śmiejąc si radośnie oświadczył że Kano i towarzysze to źródło wszelkiego zła i że zgłosi polskie wesela do WHO jako zagrożenie biologiczne, po czym udał się do pośpiesznie najętego pokoju hotelowego pracować nad poranną reinkarnacją.

Z tą reinkarnacją to w ogóle jakaś ściema, bo wymaga udziału osób trzecich, dużej ilości czasu i sam widok wódki wydaje się jej przeciwdziałać. Nie wspominając w ogóle, że hinduskość Promiennego jest jakaś szemrana - byliśmy w kościele, na mszy z całym obrządkiem. I ja przepraszam, ale wziąłby porządnie stanął w płomieniach jak na licho na świętej ziemi przystało. A tu nic, nawet dymu nie było, nawet nędznej iskierki. Dyskretnie potarty wodą święconą nawet nie zaskwierczał. Jestem zdecydowanie rozczarowany.

O niespodziankach

Ja nie mam pojęcia co się stało, ale chyba nam się rzeczywistość i tory pokrzywiły. Całe studia jeździłem od Katowic do Krakowa półtorej godziny. Teraz każdy pociąg jeździ dwie i pół. Jak nie znoszę busów to ja i niewidzialna ręka rynku przesiadamy się na busy.

O podróżowaniu

Bo to taka całkiem fajna rzecz jest być ekspatem. Właśnie siedzę sobie w hotelu z okna podziwiając pas statrtowy i - jak każdy pasjonat lotnictwa - oglądajac dokument o katastrofach lotniczych. A to bycie ekspatem? Właśnie wyjechałem z domu, żeby przejechać przez miasto które było domem jadąc do domu. To chyba clue ekspatowania, że człowiek już pokocha jakieś miejsce, ale cieszy się na powrót do poprzedniego (acz często też tęskni). Oczywiście ciężko czasem wyrobić i nie zawsze sie da - Amsterdam pokochałem szczerze, acz nasz ramans trwał 72h. I chciałbym jeszcze. Hiszpanie uwielbiam, acz w żadnym miejscu nie byłem dłużej niż 48 godzin. A spędziłem tam dobre trzy miesiące. Z Indiami łączy nas miłość toksyczna - ile razy pojadę, zawsze usiłują mnie wykończyć, cieszę się uciekając stamtąd i pół roku później chcę znów. Ech, lubię podróże. Nawet te odbyte już setki razy.