Wspaniały nowy świat

Właśnie pooglądaliśmy sobie jaką francusko-czeską animację z lat siedemdziesiątych. To w ramach kompromisu (jak wiemy Promienny Felliniego, ja raczej nie). Całkiem fajna rzecz:



Poza tym dochodzę powoli do wniosku że najbliższa mojemu sercu jest kuchnia wietnamska. Po prostu uwielbiam. Istnieje w ogóle w azji coś trochę jak fondue, tylko z pokrojoną krową w roli głównej. Otóż w przeciętnej restauracji przychodzi pani, rzuca frywolnym ruchem na stół palnik gazowy i stawia na tym garnek. W garnku wesoło bulgoce wywar. Na osobnym talerzu podaje krówkę, kurczaka i inne niewinne istotki pokrojone w cienkie plasterki i sobie człowiek siedzi i pałeczkami je wrzuca w garniec. Potem odławia. Po prostu szau. 

No i nie wspomnę o lodach w smakach zielonej herbaty, czy też prażonego sezamu. Po prostu drgawki na sam widok. Tak poza tym to chyba mi się rozwija fetysz kulinarny i to dość mocno. Ale obiecuje sobie, że niedługo zrobię coś niekulinarnego, bo dzięki naprzemiennej jodze i jujitsu już za półtorej tygodnia kolejny pas! Baznai, żetę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz