Wątroba meine liebe
Wróciłem do Londynu. Acz ledwie. Solennie sobie obiecywałem, że następną wizytę w Krakowie zaplanuję spokojniej i bez takiego pijaństwa. Lubię tak sobie czasem pokłamać. Ogranicza to też wyrzuty sumienia.
Sam Londyn był oszukańczo sympatyczny na wejściu, szau w pracy i w ogóle kroi sie awans na stanowisko wyższe od jakiegokolwiek zajmowanego w Polsce. Tzn. już i tak robię tą robotę, teraz powinna podążyć za tym pensja i nazwa stanowiska. W paru innych aspektach za to na minus, na szczęście Promienny się stara i to się w miarę sprawdza. Tak tam dzika równowaga.
A teraz pójdę już sobie paść na twarz. Zostałem padnięty jakieś kilka razy na treningu więc mam wprawę...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



0 komentarze:
Prześlij komentarz