O kontraktach

Hu-hu. Promiennemu sie tak jakby kończy kontrakt w UK. Ha-ha. I tak jakby kolejny moze będzie gdzieś daleko. Ho-ho. Kupa śmiechu. Ha.

O trójkącie

Dobrze, to krótkie podsumowanie efektu rewolucji. Co prawda z rewolucji to ja najbardziej takie ze stanikami naciągniętymi na tw... wróć. Zatem: Na razie jeszcze wsyzstko ogarniam, projektuję i integruję ale powinno być już czytelnie.

Mała rewolucja

Author: Graur Razvan Ionut
Oj, zabieganym. Nawet nie miałem czasu usnąć komentarza jakiegoś smutnego frustrata (zwykle moderuję sobie w miarę pilnie). Cóż, niech ma biedak chwilę satysfakcji, może zmotywuje go to do wzbogacenia słownictwa, bo aberracja już mi się znudziła.

A tymczasem o rewolucji właściwej - postanowiłem przerzucić część kulinarną tego bloga na osobny adres, bo i to łatwiej zarządzać, treść nieco bardziej jednolita a i liczę że te bardziej prywatne zapiski będą nieco bardziej wyraziste.

Zapraszam zatem na "Puść tego kota". Będę tam migrował tak przepisy z istniejącego bloga z adekwatnym antydatowaniem, jak i swobodniej wrzucał przepisy bieżące.

O temperamencie

Ja to sobie musze temperament rozmienić na drobne. I sturm un drang też. Dzisiaj na przykład jak już wróciłem do domu po jujitsu to Promienny już padł. Spokojnie wypolerowałem sobie zlew, rozwiesiłem pranie i ogarnąłem lokal. Teraz chwila przerwy, potem pare godzin snu. Jestem pewien, że jak zwlekę się o 6:30 to nawet słońce jeszcze będzie swoją paskud... jeszcze nie wzejdzie.

Tak czy inaczej dlatego trochę ciszej, po realizuje postanowienia roczne (nie myślić z noworocznymi). Przypuszczam że planu wydłużenia doby (tej jasnej części) do 28 godzin się nie uda wdrożyć... Cóż.

A tak z innych nowinek to jak myślałem wcześniej że treningi jj są intensywne, to źle myślałem. Trafił mi się ludzik do treningów który trenował pińc lat karate, kolejnych kilka aikido i do tego jogę. Pewnie bojową. Tak fioletowy to jeszcze w życiu nie byłem.

O jałowych nozdrzach

Ja tak ostatnio cicho siedzę, bo idzie na deszcz. I to nie chodzi mi o deszcz dosłowny, bo stwierdzenie "idzie na deszcz" to się z człowieka śmieją. Chodzi mi o metaforyczny deszcz. Ten do wycia w wierzbach i zawijania się w wykładzinę.

Skoro jesteśmy przy marudzeniu to ja znowu chce do Krakowa. Odnoszę wrażenie, że jeżeli dwa razy w roku nie pojadę poprzytulać się ciemną nocą do kamienic to jakoś mi się smutniej robi. Z tym przytulaniem się tylko trzeba uważać, bo czasem są takie rozochocone że się na człowieka rzucają. I zęby sobie można wybić. Acz to już inna historia.

Wracając do meritum - dupa.

Ponoć jakiś Sylwester kręcił się po okolicy...

...ale dziada nie złapałem. Z tej okazji posiedzieliśmy w domu i nicnierobiliśmy. Przyznam, że ze sposobów spędzania tego wieczoru i nocy na razie najbardziej podobały mi się wypady do takich dwóch ewentualnie nocna zmiana w pracy. To chyba nie mój typ imprezy.

Za to mam postanowienie noworoczne, które już dzielnie realizuję. Jak się uda to się pochwalę. To znaczy w granicach przyzwitości, co by nie było. Tyle chyba. Niedługo zbliża się kurs gotowania tajskiego, więc pewnie jakieś ciekawostki wpadną.