O kolejach, w tym losu

Spoko, spoko, nie ma zawsze tak, że jest szau ciał i uprzęży. Dzisiaj na przykład widowiskowo spaprałem daal a i szczawiową ledwo udało się odratować. Kozieradką, acz zupełnie nie mam pojęcia dlaczego.

Powiedzmy sobie że mam chwilowo słabszą passę. Dlatego też zatknę paszczę i zamieszczę krótki poradnik jak obrać jabłko. Jestem przekonany, że każda osoba która potrafi tak obrać jabłko da sobie w życiu radę.

O dali

Co kraj, to obyczaj. U nas tzw. staple food jest pszenica i trochę kartofle. Podstawowy składnik diety. Z resztą jedzie na tym większość Europy. Azja to zwykle ryż, kawałki ameryk z kolei kukurydza. Afryka to cassava. Indie z kolei to taka perełka, bo tam podstawą jest soczewica i bliżsi i dalsi krewni.

I robią z nią takie rzeczy, że na pewno wyje w orgaźmie na swój cichy, roślinny sposób. Zatem, przepis na daal, czyli najbardziej popularne i podstawowe danie hinduskie.

O wartościach

Kiedyś tam pisałem o wartościach. O tym, że w sumie planowałem sklep z wartościami z drugiej ręki. W sumie interes byłby niezły, pod warunkiem zabezpieczenia odpowiednich źródeł. Biorąc pod uwagę rzekomy spadek wartości na rynku ogólnodostępnym pewnie trzebaby się pokusić o kopaliny. Na przykład taka rzymska cnota. Jestem peiwen, że miałaby branie.

Tak czy inaczej nie są to rzeczy tanie, jak się uczę radośnie od jakichś 48h. Bo tak na prawdę to uszczknąłem sobie kawałek poszanowania własnego i ogólnie rozumianej godności i teraz pracuję ciężko na powrotem do stanu wyjściowego. Z jednej strony nie jest to szczególnie przyhemne doświadczenie, acz z drugiej doklejenie kawałka do mocno nadszaranego obrazka daje troche satysfakcji.

A tymczasem przepraszam, idę się obtoczyć dziegciem. Z żołenierskim: "ale za co?": kurtyna.

O wybuchaniu

No dobrze. Trochę się za bardzo rozpędziłem i cała ta kolacja mi lekko eksplodowała, jeżeli chodzi o rozmiary. Bo miało być kamieralnie i na osiem widelców, a tu z nagła dobijamy do jedenastu. Przy czym może być jeszcze sześć więcej.

Problem może nie w tym, że tego sie nie da zorganizować. To się na pewno da zroganizować, robiłem już większe rzeczy, nawet dużo większe rzeczy, tylko nie jestem do końca pewien, czy Promienny jest gotowy na te większe rzeczy. I dlatego stresik jest lekki, ale wierze, że wszystko dobrze się skończy. Tylko może jeszcze ukleje parę pierożków ekstra.

O gotowaniu

No, to szykuje sie gotowanie. Jako ze mniejwiecej Antywigilijne, to będzie z nieco większym przytupem. Na razie mam ambitny plan na pierogi nadziewane płatkami róży, ale nie wiem czy się uda złapać składniki, a wodorosty jak fajne tak mniej się reklamują... Knuję też nad rizoni w curry ale tutaj musiałbym przetestować najpierw danie nim podam, a czasu jakoś brak, że nie powiem o testerach którzy siedzą w słonecznych Indiach.

I w ogóle to potrzebuję kota. Upatrzyłem sobie geparda, ale Promienny nie chce. Potem myślałem o Pumie, ale Promienny znowu nie chce, bo ponoć niszczy meble i okoliczną ludność. Dramat jakiś. Chyba stanie na Maine Coon. Ponoć w miarę ogarnięte. Czy to zbrodnia nazwać kota Wafel?

Czymamy się

Czymamy się, czymamy, bo jakbyśmy się puścili to by mi Promienny w zęby dał. A że sytuacja to niezręczna, to się będziemy trzymać dalej. Wyjechał wziął do Indii (znowu) na dwa tygodnie (znowu) i ja tutaj tak mam niby siedzieć. Myślałem żęby się wziąć zawinąć w dziurawe prześcieradło, wyjść na wzgórze i przy celtyckiej muzyce patrzeć w horyzont, ale za zimno jest. I dramatyzm jest passe

Zatem zwinięty w ciepły koc sączę sobie wino (lekko hurtowo, ale zawsze to że sączę). Jak dam radę, to może nawet obejrzę jakiś serial, zakładając że będzie miał obraz który się nie rozdwaja i nie rzuca człowiekowi gruntem w twarz. O ja biedny, czy cośtam.

O greenpeace

Nigdy bym się o to nie podejrzewał, ale mam ochotę przykuć się do kaloryfera. Mógłbym sobie wtedy spokojnie podśpiewywać rotę i chłonąc domową atmosferę. Jestem przy tym pewien że byłbym dokarmiany. Czegóż więcej trzeba? Ciepło, żarło, dom.

A tak w ogóle to powoli zaczyna majaczyć na horyzoncie przyszłość co wcale mi się nie podoba. Ostatnio przytrafiło mi się sporo przyszłości i jeszcze do końca nie ochłonąłem. Promienny natomiast przebąkuje coś o przyszłorocznym kontrakcie w Sydney. Jak do Stanów nie dam się łatwo wywieźć i w ogóle po moim trupie, to Krainie Oz trudno będzie odmówić, oj trudno. Marudzę ostatnio, nie? Zatem jeżeli mam się pogrążać to z rozmachem - ot, łomocik:

O nostalgii znowu

Jakoś tak trochę czasu upłynęło od ostatniej wizyty w domu. Biorąc po uwagę że na pulpicie powitał mnie bilet w jedną stronę do Londynu, z datą 12 października zeszłego roku, swoje mówi. Od lądowania atakuje mnie tęsknota. Z lewa, prawa i centralnie.

Generalnie sprawy tutaj nie toczą się chyba najlepiej. Siostra radzi sobie nieźle ale wydaje mi się, że widzę więcej kłopotów niż ferajna w okolicy. Tak się smutno myśli co by było gdyby i jak bardzo egoistyczna jest emigracja. Z jednej strony w życiu jeszcze szczęśliwszy niż z Promiennym nie byłem i powoli godzę się z myślą że nawet się układa, to z drugiej tak strasznie tęskno mi i za Śląskiem i za Krakowem. Aj, marudzić będziem to może jednak czas na... KURTYNA!

O odbijaniu się od dna

Dobrze, spójrzmy prawdzie w oczy - dna to ja nie sięgnłąem. Właściwie do dna to jeszcze mam daleko, najpier trzebaby przebić się przez chmury. Powiedzmy że udało się ostatnio i w odległości zaczeła majaczyć grawitacja. Na szczęscie okłady z Hindusa okazują się bardzo skuteczne. Ciekawy jestem czy leczą też inne przypadłości, jak na przykład łupież. Myślicie, że dałoby się to butelkować?

Zastanawiam się z resztą nad zupełną oryginalnością Promiennego. Bo ostatnio znów dał się nakarmić wołowiną, co bardzo mnie niepokoi. Nie będę jednak za bardzo brnął w temat, tylko po prostu pójdę poszukać metki. Kurtyna.



Tak już zza kurtyny - to powyżej to mocna egzotyka, pani z półwyspu Indyjskiego śpiewająca suficką poezję.... znaczy się żę Pakistan, mniej-więcej

O pracowitości

Szlag mnie kiedyś trafi. I to bynajmniej nie wtedy kiedy będę siedział. Sernik wyszedł zacny, w międzyczasie udało się przeteleportować chleb przez piekarnik, jakoś do wtóru animowanego dokumentu o Irańskiej rewolucji. Teraz pójdę i padnę sobie na ryjek, acz polecę w międzyczasie film:


A jak komuś się nudzi... to jeszcze można poczytać.

Słowem wstępu.

Będzie krótka seria przepisów kuchni indyjskiej. Biorąc pod uwagę iż Promienny rzucił kiedyś, że jest pod wrażeniem i jak u mamy to są dość sprawdzone. Nim jednak damy się do przepisów właściwych trzeba będzie przygotować pewną mieszankę przypraw - Garam Masala.

Oczywiście każdy region ma własną, acz poniższa ma pewną zaletę - jest prosta i nie zawiera kminu rzymskiego więc można ją potem modyfikować pod inne regiony. Pochodzi z Kerali, czyli południa. Na północy jest bogatsza i pełna zła, gdyż jak nauczyli mnie Hindusi z południa - Hindusi z północy to samo zło. Nie wiem, co na to sami zainteresowani. Całość przepisu tutaj.

Witamy w naszej bajce

Weekend jakby na minus. Chyba to zimowa pogoda dopada, ale zdecydowania jest słabiej niż lepiej. Co i tak jest niezłe bo przecież nie można mieć non stop dobrego humoru. To niezdrowe. Niniejszym więc ogłaszam że po raz mniej więcej pierwszy od trzynastu miesięcy (tak sie zastanawiam - czy tyle trwa ciąża u słonia?) jest cieniutko.

Oczywiście nie jest tak, że nie próbowałem. Dzisiaj na ten przykład kupiłem sobie kaszy gryczanej i budyniu. Budyń skonsumowany, jutro zabiorę się za kaszę, ale mam wrażenie że nawet kasza nie pomoże. I znowu chce mi się do Krakowa...