Indie kaputt

Ja przepraszam za niepisanie o tych Indiach i w ogóle, ale problem jest taki że zrobiłem zdjęcie panoramiczne, mam je ładnie oprogramowane we Flashu i staram się je tutaj od jakiegoś czasu zamieścić. I nie wychodzi. Jak ktoś ma jakiś pomysł, to chętnie rady posłucham.

Anyway, pamiętamy jak opisywałem plany na Indie - tutaj. Co zaskakujące większość się udała. Zaczęliśmy od Mumbaiu, gdzie głównie pętaliśmy się znajomymi uliczkami (głównie Kolaba), zakradaliśmy do meczetu i snuliśmy po okolicznych targach. Nie do przecenienia było zaopatrzenie się w lokalne antybiotyki na zatrucia.

Potem było Goa, gdzie trafiliśmy na lokal zarządzany przez jedną panią z Kanady, któej bardzo smakowała polska wódka. Fajne miejsce, takie trochę oddalone od imprezowej strony plaż, dość mocno branżowe, a przy tym luźne. Na pewno wróćę na wakacje.

Po Goa kawalkada przez kilka miejsc (m. in. Old Goa i Margao) do Hampi. Hampi jeżeli chodzi o widoki to sama magia. Lekko podniszczone centrum ruin, za to reszta (im dalej tym ładniej) wygląda wprost magicznie (załączone zdjęcie właśnie stamtąd). W Hampi okazało się też że zarezerwowałem hotel na poprzedni tydzień, co na szczęście udało się dość szybko rozwiązać.

Banaglore okazał się miastem w którym nawet dałoby się mieszkać. Przyjemny klimat, lekko europejskie akcenty i ogólnie ogarnialna okolica. Udało nam się też dokonać drobnego cudu - wynegocjować lokalne stawki w rikszach. Ponoć Watykan wystawia na to certyfikaty.

Kerala to z kolei kurs gotowania i właścicielka "hotelu" która mogłaby charakterem zatapiać okręty bojowe. W moim osobistym wszechświecie skrzyżowanie Babci Weatherwax i Nani Ogg. Miała nawet swoje popych... swojego chłopaka do siekania cebuli. Plus psa który jadł kwiatki, wcale się nie wabił i był ogólnie Zen. I papugę która żywiła się chilli. Mówiłem już że zakładam fanklub?

W Kerali okazało się że Kano kupiła bilety powrotne na zeszły miesiąc i trochę nie pozwolono nam wsiąść na pokład samolotu. Peszek taki. Mogłem za to zrealizować jedno z cichych marzeń - podejść do lady linii lotniczych i poprosić dwa bilety do Mumbaiu. "Na kiedy? Na zaraz.". Miłe, acz kosztowne.

Z uwag praktycznych? Sporo, acz to ciężko zmieścić na blogu. Z logistyki jedyne co bym zrobił to w Bangalore zamiast od razu przesiadać się na pociąg do Mysore zostałbym na dzień i jechał tam kolejnego. Dzięki temu unika się 48h bez prysznica co w Indiach jest dość niemiłe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz