O rzeczach które kocham w Wielkiej Brytani tak, że uścisnąłbym je w krtań tak na prawdę do końca

Minął dokładnie rok. Cały długi rok na ziemi Królowej. Bardzo udany, ogólnie rzecz biorąc. Nie ma jednak takiej beczki miodu w do której nie dało by się wepchnąć trochę kota. Znaczy dziegciu.

Nim jednak przystąpię do ktrótkiego wykładu na temat - chwila relaksu.


Zatem do dzieła. Nie ma to jak siąść sobie jesienią przy oknie i poczuć rześką bryzę na twarzy. Przy zamkniętym, gwoli ścisłości. Nie mam pojęcia jak ta wyspa dodryfowała do dwudziestego stulecia, ale gwarantuje że któraś zima ich wykończy. Zdarzało mi się widzieć ogłoszenia reklamujące PODWÓJNĄ FARBĘ jako izolację. Pominę już fakt, że mycie wymaga wymontowania ich z framugi. Albo sprzętu alpinistycznego.

Elektryczność. Tutejsza ma charakter. Biorąc pod uwagę rozliczne mechanizmy obronne jakie miejscowi stosują, można by przypuszczać że prąd tutaj wychodzi wieczorem z gniazdek i dusi niemowlęta w kołyskach. Nie spotkałem jeszcze łazienki która miałaby więcej niż włącznik światła. W formie sznurka wiszącego z sufitu. Żadnych tam kontaktów (olaboga, jeszcze rzucą się do wanny i zabiją niemowlę!). To że każdy ma wyłącznik, uziemienie i BEZPIECZNIK to już nawet nie warto wspomnieć. Ach, i sporo wtyczek też.

Bankowość za to uwielbiam pasjami. Po prostu kocham nosić ze sobą mój podręczny czytnik do kart, który po zalogowaniu się do systemu (jednym z pięciu łatwych do zapamiętania haseł i PINem) jest niezbędny do wykonania jakiejkolwiek operacji. Z drugiej strony nie ma się za bardzo co przejmować bo i tak jedną na trzy operacje przechwytuje obsługa banku. I czeka. Aż do nich zadzwonię, podam jedno z pięciu łatwych do zapamiętania haseł, wszystkie dane osobowe, parę fragmentów PINu i zgodzę się przyjść do banku wszystko wyjaśnić. Z resztą o obsłudze klienta to mógłbym długo i namiętnie.

Usługi kurierskie to właściwie wisienka na torcie. Przez tydzień umawiałem się z kurierem, który podjeżdżał pod budynek, z całą stanowczością nie dzwonił do drzwi, nie kontaktował się telefonicznie, tylko robił zdjęcie rzeczonych drzwi i odjeżdżał. Sprytnie, bo raz rano, raz wieczorem żebym się przypadkiem nie zaczaił. Po jakimś czasie poddałem się i odebrałem sobie wszystko w ich siedzibie. Po okazaniu dowodu, podaniu kilku sekretnych haseł i udowodnieniu, że wciąż jestem sobą.

I tak uważam że jest nieźle. W sumie wielu z tych rzeczy da się na co dzień unikać. Okien na przykład i tak praktycznie nie zauważam, nawet jeżeli są zamknięte. Nauczyłem się nie przeszkadzać mojemu bankowi, nie niepokoić kurierów. Świat jest pięknym miejscem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz