O madrosci przodkow

Pol oddechu wiecej. Dotarlismy do Hampi. Jutro zwiedzamy ruiny swiatyn i damy sie cmoknac sloniowi. Z najwiekszych roznic kulturowych szczegol kotry przegapilem przy ostatniej, krotszej wizycie. Tutaj "tak" oznajmia sie przez kiwanie glowa na boki, cos jak nasze "nie wiem" badz, "co ty nie powiesz". Trzeba sie caly czas pilnowac bo czasami czlowiek moze zle rzecz odczytac i wdac sie w nieporozumienie.

Za to na pewien plus z jezykiem, poki trzmalismy sie polnocy rozpracowalem pare slow i zwrotow, choc jak na razie i tak glownie kulinaria. Brakuje jednak osoby z okolic 24/7 ktora miala by cierplowosc jak pewien Bask kiedys.

Jeszcze Bengaluru pojutrze, Mysore zaraz w trakcie, Kerala i cos czuje ze nim sie obejrze to juz bedzie znow UK. A szkoda troche, wartaloby wiecej pozwiedzac. Za to na pewno opisze jeszcze calosc z wieksza iloscia szczegolow, chocby dla wlasnej pamieci. Za to zastanawiajace ze Promienny jakos mniej sie chce przeprowadzac do Indii. Dziwne jakies to.

O ZEN

Indie wymagaja zen. Wpisac sobie w youtube Mumbai traffic i to wyjasni dlaczego. Trzeba miec nerwy jak postronki zeby poradzic sobie z czymkolwiek. Ale jest fajnie, jestem w jakiejs wsi w dwoch trzecich wysokosci zachodniego wybrzeza i jutro wjezdzam w interior. Masa przygod. Napisze jak wroce, bo jakis pan utrzymuje ze zamyka kafejke. I traca mnie z tej okajzji patykiem. Zen.

O malarii

SZ: Hej, przypomnij mi jaka decyzje podjęliśmy w sprawie malarii?
Kano: Że pijemy dużo wódki i śpimy w dobrych miejscach :) No i że nie chorujemy.

To tyle w kwestii szczegółów planowania. Na szczęście poza profilaktyką malaryczną i częścią szczepień resztę udało się ogarnąć. Najwyżej będę chodził owinięty w moskitierę.

Spakować udało sie w wersji light więc nie powinno być dramatów w podróży. Trzymajcie tylko kciuki co by mnie jakiś słoń nie zadusił. A one ponoć lubią, bestie.

Eksperymenty

Nie jest tak, że zawsze się udaje. Czasami udaje się jakby mniej. Jakby ktoś pytał, to kolendra nie jest dobrym dodatkiem do zupy grzybowej. A kasztany, jak ich nie pilonować to wybuchają. I trzeba je potem ścierać ze ściany.

O pikanterii

Dzisiaj Promienny ugotował zupę, tradycyjna południowoindyjska. Ponoć dobra na przeziębienia. Niezbyta kaloryczna i w ogóle. Tylko że ją przyprawił. O matko, zdarzyło mi się nadgryźć chilli i było lżejsze. Dobra zupa, tak coś pomidorowo-grochowa, w miarę klarowna i fenomenalnie czyści srebra. Zapodam przepis w wolnej chwili, tylko upewnię się że nie rozpuszcza mi się żołądek.

O rzeczach które kocham w Wielkiej Brytani tak, że uścisnąłbym je w krtań tak na prawdę do końca

Minął dokładnie rok. Cały długi rok na ziemi Królowej. Bardzo udany, ogólnie rzecz biorąc. Nie ma jednak takiej beczki miodu w do której nie dało by się wepchnąć trochę kota. Znaczy dziegciu.

Nim jednak przystąpię do ktrótkiego wykładu na temat - chwila relaksu.


Zatem do dzieła. Nie ma to jak siąść sobie jesienią przy oknie i poczuć rześką bryzę na twarzy. Przy zamkniętym, gwoli ścisłości. Nie mam pojęcia jak ta wyspa dodryfowała do dwudziestego stulecia, ale gwarantuje że któraś zima ich wykończy. Zdarzało mi się widzieć ogłoszenia reklamujące PODWÓJNĄ FARBĘ jako izolację. Pominę już fakt, że mycie wymaga wymontowania ich z framugi. Albo sprzętu alpinistycznego.

Elektryczność. Tutejsza ma charakter. Biorąc pod uwagę rozliczne mechanizmy obronne jakie miejscowi stosują, można by przypuszczać że prąd tutaj wychodzi wieczorem z gniazdek i dusi niemowlęta w kołyskach. Nie spotkałem jeszcze łazienki która miałaby więcej niż włącznik światła. W formie sznurka wiszącego z sufitu. Żadnych tam kontaktów (olaboga, jeszcze rzucą się do wanny i zabiją niemowlę!). To że każdy ma wyłącznik, uziemienie i BEZPIECZNIK to już nawet nie warto wspomnieć. Ach, i sporo wtyczek też.

Bankowość za to uwielbiam pasjami. Po prostu kocham nosić ze sobą mój podręczny czytnik do kart, który po zalogowaniu się do systemu (jednym z pięciu łatwych do zapamiętania haseł i PINem) jest niezbędny do wykonania jakiejkolwiek operacji. Z drugiej strony nie ma się za bardzo co przejmować bo i tak jedną na trzy operacje przechwytuje obsługa banku. I czeka. Aż do nich zadzwonię, podam jedno z pięciu łatwych do zapamiętania haseł, wszystkie dane osobowe, parę fragmentów PINu i zgodzę się przyjść do banku wszystko wyjaśnić. Z resztą o obsłudze klienta to mógłbym długo i namiętnie.

Usługi kurierskie to właściwie wisienka na torcie. Przez tydzień umawiałem się z kurierem, który podjeżdżał pod budynek, z całą stanowczością nie dzwonił do drzwi, nie kontaktował się telefonicznie, tylko robił zdjęcie rzeczonych drzwi i odjeżdżał. Sprytnie, bo raz rano, raz wieczorem żebym się przypadkiem nie zaczaił. Po jakimś czasie poddałem się i odebrałem sobie wszystko w ich siedzibie. Po okazaniu dowodu, podaniu kilku sekretnych haseł i udowodnieniu, że wciąż jestem sobą.

I tak uważam że jest nieźle. W sumie wielu z tych rzeczy da się na co dzień unikać. Okien na przykład i tak praktycznie nie zauważam, nawet jeżeli są zamknięte. Nauczyłem się nie przeszkadzać mojemu bankowi, nie niepokoić kurierów. Świat jest pięknym miejscem.

O naukach życiowych

Człowiek uczy się całe życie. Ja na przykład nauczyłem się ostatnio mierzyć temperaturę w Fahrenheitach. Jedyny termometr jaki mamy w okolicy działa tylko w tych jednostkach. A tak jakby (znowu) zachorowałem. Takie nowe hobby, bo będzie już trzeci raz w tym roku. Oczywiście Brytyjską służbę zdrowia darzę wielką estymą i jak tak dalej pójdzie to do lekarza zacznę latać do Polski. Acz o tym w kolejnej notce. Tymczasem pójdę, zawinę się w dywan i zacznę liczyć smoki.
Dzisiaj powstał chleb z siemieniem lnianym*, acz o tym innym razem. Tymczasem przepis na zupę pomidorową nieco inaczej. Mam nadzieję, że będzie smakować. Jeżeli nie, to nadaje się też do czyszczenia sreber bądź uboju chwastów. Przepis tutaj.