O niecnocie

Był piknik. Upichciłem brytyjskie babeczki, na cztery sposoby i zawlokłem w koszyczku na piknik. Wrociłem w środku nocy dalej mając koszyczek. Zmierzwiony wianuszek. I głowę daję, że gdyby czerwony kapturek w takim stanie przyszedłdo babci to nawet wilk by mu nie dał rady.

W międzyczasie ogarniam wyskok do Amsterdamu, Madrytu i mały projekt na jesień - dookoła Indii w dwa tygodnie. No i jeszcze egazmin na jujitsu plus kurs Hindi. Nuda w sumie, zaczłąem przez to trochę żonglować.

2 komentarze:

  1. Jezu Ty jesteś kurwa Bree Van De Kampf!

    OdpowiedzUsuń
  2. Peut-etre. Nieodmiennie mnie to przeraża. Ale inaczej mi nie wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń