O niecnocie

Był piknik. Upichciłem brytyjskie babeczki, na cztery sposoby i zawlokłem w koszyczku na piknik. Wrociłem w środku nocy dalej mając koszyczek. Zmierzwiony wianuszek. I głowę daję, że gdyby czerwony kapturek w takim stanie przyszedłdo babci to nawet wilk by mu nie dał rady.

W międzyczasie ogarniam wyskok do Amsterdamu, Madrytu i mały projekt na jesień - dookoła Indii w dwa tygodnie. No i jeszcze egazmin na jujitsu plus kurs Hindi. Nuda w sumie, zaczłąem przez to trochę żonglować.

O obrazach

Umysł ludzki ma tendencję do szukania wzorców. W ten sposób powstają przesądy, przeznaczenie i inne rzeczy średnio racjonalne. Nie wiem z jakiej okazji prześladuje mnie ten obraz:


Ostatnio dzieje się to podejrzanie często. Mimo wszystko polecam zapoznać się z historią. Panowie z Whitmanem wraz stanowią tą cześć Ameryki którą nawet lubię. Ostrożnie.

Holborn

Tja. Pamietamy jak pisalem o ludziku ktorego poznalem podczas tulania sie w Hiszpanii. Mielismy taki problem ze on mowil tylko po Hiszpansku a ja wcale. I tyle jezyka co umiem, to mnie nauczyl.

Postanowil przyjechac do Londynu. Wlasnie sie nawet umowilismy na jutro. Ale fajnie, nie? Juz rozmowa przez telefon byla lekko trudna (hiszpanski only). Zobaczymy co sie uda jutro...

O życiu

Woda to życie. Niestety w moim wypadku woda często też komplikuje życie. Generalnie każde mieszkanie któe wynajmowałem było zalewane przez sąsiadów, bądź też zalewało się samo. Dość przypomnieć sąsiada który postanowił kiedyś zabrać kaloryfery na spacer.

Jakoś w zeszłym tygodniu zalali nas sąsiedzi z góry. w sumie nawet nie wspominałem - norma. Wspomniałem tylko promiennemu że mamy plamę na suficie.

Promienny wrócił dzisiaj, odstrzeliłem kolacje, kąpiel i w ogóle. Takoż radośnie sobie pluskamy kiedy sąsiad postanowił nas odwiedzić i zrobić zdjęcia sufitu. Uparł się że teraz. No to Promienny wziął, pogadał chwilę i zaczął prowadzić do kuchni. Ha-ha. Bo zapomniało my się że plamy są gdzie indziej.

Mieliście kiedyś taki krępujący moment, kiedy "cześć" nie wydaje się odpowiednim słowem? Jak na przykład ktoś wpada do waszej łazienki i zaczyna robić zdjęcia? Odnoszę wrażenie że sytuacja z sąsiadami może w najbliższych dniach być troche niezręczna. Acz na szczęscie szybko uciekł.

Ostatnie ostrzeżenie

Niniejszy króciótki film chciałem zadedykować wszelkim urządzeniom mechanicznym, które myślą, że są sprytniejsze.

O braku przyzwoitości

HA! Otóż jak nie spiłem się wczoraj, to chyba wyszło dzisiaj. Przypadkiem, bo w sumie zupełnie nie miałem zamiaru. Ale tak sobie sprzątałem, sprzątałem i jakoś przypadkiem zapodziała mi się w dłoń butelka rosso. Dobrego rosso, które razem w lecsó robiło wrażnie.

Tak czy inaczej sprowadziłem się na złą drogę i spiłem się przez fejsbuka ze swoją pierwszą miłością. Dawno padłą, obżartą przez metaforyczne sępy, ale wciąż. Traf chciał iż mimo że pan z Arabii to jakiś tam nikły kontakt mamy. I raz na jakiś czas pogadamy. Tak dzisiaj trafiło, że przypomniała nam się obu muzyka czasów akademikowych harców*



*platonicznych, bo miłość była nieszczęśilwa i hetero

O przyzwoitości

Nie spiłem się wczoraj, bo chyba mnie przyzwoitość napadła. Inaczej rzecz ujmując - starzeję się i rozbicie z rana bawi mnie średnio. Wciąż nie wiem co z tym zrobić, bo jakoś sobie nie wypracowałem jeszcze wielu alternatyw na sobotnie poranki. Chyba że Zen.

Z ciekawostek na dzisiaj - liczba Durbana. Ponoć przeciętna osoba zna pomiędzy 100 a 230 osób. Inaczej nie jest w stanie skojarzyć kim jest ludzik 231. Średnia przypada na około 150.

Sporo znajomości wycięło się z okazji Londynu. Drobny tłum nowych się pojawił. Trzebaby to kiedyś policzyć...

O desperacji.

No dobra - mam chwilowo dość. Promienny siedzi w Indiach a mnie powoli szlag trafia z braku socjalizacji. Kupiłem sobie butelkę rumu. Mam zamiar ją wychlać słuchając Rubika. Ot co, jak iść na dno, to przynajmniej hucznie. I z oklaskami.

O niewinności

Czuję się taki niewinny. Myślałby kto że puszczałem się radośnie z kilkunastoma nacjami*, w warunkach od uroczo polowych po wyzuzdanie hotelowe. Kolejny wieczór z Brytyjczykami i czuję się jak Królewna Śnieżka. I ziarnko grochu zarazem.

*pojedynczo.

O problemach

No tak, Promienny wziął i pojechał do Indii. Zgodnie z planem z resztą, ja podówczas miałem hasać radośnie po Hiszpańskich bezdrożach. Niestety bezdroża szlag trafił, przeto jesteśmy ja, mieszkanie i dziwne pomysły.

Z plusów - bilety na Hiszpanię udało się przebookować, w związku z czym jadę oglądać Amsterdam i potem - ha! - Madryt. Myślę, że nawet będzie fajniej. Powinno się przy tym udać przebić przez kolejny pas na jujitsu. Co też jest fajne.

A poza tym stare nudy, podpaliłem kuchnie, dalej uprawiam roślinność i jakoś się tam prowadzę.

O, Henio!

Wykminiłem nowe pierogi - chrupkie i na słodko. Naprodukowałem ponad setkę i jutro przerabiają test w pracy. Jest szansa że wejdą na stałe- są ładne, kolorowe i do ich produkcji potrzebny jest alkohol.

Poza tym dalej jest fajnie i w ogóle szau. Przywykłem chyba. Trzebaby gdzieś znów pojechać.

Plany. plany

Się dzieje. Zatrudnili nam do zespołu technicznego dwóch nowych ludzi. Rzeczeni ludzie znielubili się od pierwszego wejrzenia. Teorie zarządzania mówią wiele o konfliktach zasobów, jestem ciekawe ile mówią o zasobach które chcą się pobić. Tak czy inaczej jest średnio wesoło, bo po panach technikach muszę lekko dociągać i poprawiać, co tak jakby wchodzi mi w nadgodziny.

Nieważne, niedługo Hiszpania i krótki marsz na autobus. Jak się wyrobię to może dobiję do trzystu kilometrów. Jest lekki problem, bo po tym marszu znikam na dwie imprezy do Madrytu do znajomego Taja, który khem, pracuje w salonie masażu. Tajskiego. Jako masażysta. Mam pewne podejrzenia, że to zakres masażu o którym pisał ongiś Mroczniak - całe ciało całym ciałem. Cóż, wianek na skroń i jakoś się będziemy trzymać.

Trendy

W nawiązaniu do ostatniego wpisu - to chyba jakiś ogólny trend jest. Chyba każdemu kucharzowi może zdarzyć się wpadka. Tak sobie ostatnio zarzuciłem standardy i uczyniłem placki kartoflane z sosem pieczarkowym. Zagęściłem też lekko sos. Potem pozostało go tylko pokroić w kosteczkę i podać jako koreczki.

Albo chleb, co wyszedł całkiem fajnie, smaczny, tylko prawie go musiałem batem kiełznać, żeby nie wypełzał z garnka. Jakieś licho się gospodarstwa czepiło, czy coś. Trzeba będzie przelać próg gorącą wodą, bo jak na razie metody Czerwonej Wstążeczki nie ma na czym zastosować...