O planowaniu


Wlaśnie zaplanowalem wakacje. Kupilem otoz bilet do jakiejś Hiszpańskiej wsi. I bilet powrotny z innej wsi, 300 kilometrow dalej i parę dni później. Plan polega teraz na przebiegnięciu z punktu A do punktu B w wzynaczonym czasie. To coś jak dobieganie do autobusu, tylko że przez tydzień i po pięćdziesiąt kilometrów dziennie. Fajnie, nie? Trochę mnie tylko niepokoją te Pireneje po drodze.

Na. Pomoc!


Koniec! Pojechali. Trochę na szczęście - fajni ludzie, ale przy trzecim wyjściu do restauracji myślałem że kelnera zatłukę podgrzewaną łyżeczką. Chyba mam jakiś limit kalorii - po przejedzeniu żarła któe zadowoliłoby średniowymiarową indyjską mysz po prostu się wyłączam. Pewnie nie pomógł fakt iż wypiekłem po drodze chelb tak organiczny, że kolejnym krokiem jest tylko własnoręczny wypas zboża.

No nic, po zaliczeniu galowego koncertu orkiesty królewskiej, gdzie chłopaki wybitnie się nie starali, mogę spokojnie zabrać się za wypiek Śmiertelnego Sernika. W wersji light, rzecz jasna.

O orgazmie w próbówce

Goszczą u nas znajomi Promiennego. Indianin z żoną z Rumunii. Wcześniej poznałem innych znajomych. Indianina. Mężatego. Zastanawiam się, czy istnieje jakiś klub przyjaźni z Indiami, czy coś. Chyba powinniśmy się wszyscy zapisać.

Ale ja nie o tym. Otóż udaliśmy się we czworo do restauracji. Dość niszowej, bo do drzwi trzeba było zadzwonić. Tak czy inaczej dostaliśmy się do środka i usadzono nas w oranżerii. Podejrzewam że to mój pierwszy raz z oranżerią.

Przy pierwszym daniu lekko się zaniepokoiłem - zupę podano w próbówce, a drobny fragmencik kurczaka obłożono płatkami złota. Złota, że powtórzę. Ot spróbowałem zupy i podjąłem kilka ważnych postanowień:
- nigdy więcej nic nie ugotuję. Nie jestem godzien.
- będę pościł i okładał się brzozowymi witkami
- nie będę myślał o tej zupie.

To była POMIDOROWA. Nigdy nie podejrzewałem, że pomidory mogą zrobić coś takiego z człowiekiem. Gdyby nie była w próbówce, to bym sięw niej utopił.

Potem nastąpiło sześć kolejnych dań, jak na przykład małża okadzana drzewem sandałowym, czy gałeczka lodów w szampanie. Kelner wyjaśnił, iż jest to repose. Znaczy się danie polegające na odpoczywaniu pomiędzy daniami.

Kiedy już absolutnie nic nie byłem w stanie w siebie wepchnąć przyjechały desery. Łzy wzruszenia w oczach stają mi na samo wspomnienie: naparstek lodów pistacjowych, dla którego pół plantacji pistacji musiało niechybnie oddać życie, czy też mus z płatków róży za którym byłbym skłonny pełznąć po tłuczonym szkle. Orghazm... sex, za przeproszeniem się nie umywa. Zupełnie.

O uspołecznieniu

Faktem nieodmiennie związanym z emigracją czy wszelkiego rodzaju przenosinami w dal jest reset życia towrzyskiego. Oczywiście da się utrzymywać pewne kontakty na odległość, jednakże jest to zupełnie inna bajka. Nawet jeżeli babcia nauczy się posługiwać Skypem.

Na szczęście pewne odchylenia pozwalają sobie w miarę radzic z problemem, a nawet do pewnego stopnia pozwalają go wyeliminować. Dlatego moi drodzy chciałem dokonać krótkiego przeglądu obecnego życia towarzyskiego:

EDUARDO - Jaśmin-ninja. Chodzą plotki że lubi pejczyki i ciasne skóry (warto zwrócić uwagę na małe motylkokształtne klamerki które upiera się nosic. Rozważa rejestrację na którymś z popularnych portali społecznościowych. Łączą go podejrzane stosunki z pluszowym królikiem o imieniu Didi.

MIMI - Lubi Bacha i ciężkie dragi. Przebyła dość ciężką chorobę na skutek któej ma alergie na światło słoneczne. Widywana okazjonalnie owinięta w białe koronki jak snuje się sennie po mieszkaniu i wieszczy szeptem zagładę wszechrzeczy.

FLIPSY i FLOPSYBliźnięta, ten z lewej to FLIPSY i jest tym złym. Grał w kilku horrorach, choć głównie florę. FLOPSY jest raczej nieszkodliwy. Zbiera znaczki i interesuje się ogrodnictwem. Zaliczyli w duecie kilka wyst choć FLIPSY wydaje się lubić koty.

JUMBO hodowany na saharyjskiej pustyni by stać się zaciekłą bestią. Raczej niewielką zaciekłą bestią jeżeli chodzi o szczegóły. Znany z niezłomnej ambicji, walki o dobro i dominację nad światem. Wydaje się lecieć na Flopsy’ego.

BARBARA emerytowana śpiewaczka operowa. Na dobrą sprawe i tak dość trudno śpiewać będąc rośliną. Wydaje się lubić kicz, acz dzięki bujnej osobowości i silnemu charkterowi nie ma z tym większych problemów. Okazjonalnie owocuje.

JÜRGENnalega by fotografować go pod dziwnymi katami podkreślającymi jego rzeokomą monumentalność. Utrzymuje że jest blond wikingiem, mimo oczywistych azjatyckich korzyeni. Utrzymuje dość niejasne stosunki z politycznymi figurami z niedalekigo wschodu. Istnieją podejrzenia jakoby strał się wykończyć Promiennego.

O podstawach

Willem Defoe ma zupełnie nieatrakcyjny tyłek. Reszta Willema też szału nie robi. To prawdopodobnie najgłębsze wnioski jakie wyciągnę z filmu Antychryst. Większość poruszanych w filmie wątków już była, zykle przedstawiona ciekawiej. Ach, no ok - przewiercenie łydki i przytroczenie ciężarka jest pewnym novum. Anyway. Triera, poza Królestwem i Dogville nie lubię.

A tak na prawdę, to chciałem napisać o tym, że upiekłem chleb. Pierwszy raz. Wyszedł dokładnie taki, jak w ostatnim deja-vu.

Biały Talerz

Whiteplate jest jednym z moich ulubionych blogów. Przyznaję, ze ostatnimi czasy kiedy tylko mam ochotę coś ugotować / upiec po prostu przeglądam listę przepisów i zwykle znajdę coś fajnego. Dzisiaj Cubo

Właśnie bestia siedzi w piekarniku i powoli się tworzy. Mam nadzieje, że będzie warta połowy kucni zachlapanej drylowanymi czereśniami. A wszystko dlatego, że musiałem spróbować likieru...

O mądrości

Za pewnie rzeczy w życiu lepiej się nie brać. Tak na przykład smażenie i deshabil. Po prostu razem nie za bardzo współgrają. Są też pewne sporty którch uprawianie się na dłuższą metę nie sprawdza. Niestety moje zamiłowanie do sportów różnych czasami bieże nade mną górę i zmusza do zagrań nierozsądnych. Dzisiaj na przykład wdałem się w krótki sparring ze stołem. Stół zasadniczo stoi teraz dumny na środku mieszkania, natomiast kawałek mojej stopy spurprowiał i za bardzo nie działa. Na prawdę kiedyś kupie sobie meble obszyte łaciatym futerkiem i skończę się wreszcie obijać.

Zgroza

Hm... zaczynam mieć lekkie parcie na swiat. Takiego szwędacza lekko. W dawnych czasach przwiązywał się wtedy człowiek do masztu, napchał wosku do uszu i czekał aż przejdzie. A tutaj masztu nie ma! I z woskiem w uszach ciężko mi będzie pracować, bo jakos telefon się przydaje. Dramat, słowem. Dramat!