O krwiożerczości

Dobrych kilka godzin i masę kilometrów na przełaj zajęło mi znalezienie miejsca na ciało. Problem w tym, że nie wiem na czyje bo się obudziłem. Jakiś taki niestabilno-krwiożerczy się czuję.

Tak na przykład przedwczoraj obudziła się we mnie bestia i pokąsałem z rana Promiennego. A on biedak tylko zapytał, czy przynieść mi kawę - do łóżka! Pewnie dlatego, że zapytał trzy razy nie rejestrując pierwszego mruknięcia. Bardzo to nieedukacyjne z mojej strony, będę się musiał pilnować. I wyraźniej mamrotać.

A w międzyczasie ziściło się jedno z marzeń dzieciństwa. Projektor, ekran, fajne głośniki i takie coś. Coś czuję, że mogę niedługo zachorować przewlekle i zupełnie nie będę w stanie iść do pracy. Co prawda promienny odgraża się, że będziemy na tym ekranie jakiegoś Felliniego oglądać. Nie wiem, co na to sam Fellini, bo ja to bym się krępował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz