Czas na umieranie

Swego czasu pałętał się na afiszach film o zrobieniu listy rzeczy które chcemy przeżyć przed śmiercią. Przeżywanie ich przed śmiercią ponoć jest dużo fajniejsze niż po. I jak przyznam, że mam dobrych parę notek do opublikowania to dzisiejszy wieczór idzie poza kolejnością - a to dlatego, iż odkreśliłem jeden punkcik na tej liście. Otóż, mam za sobą pierwsze dwa musicale w Londynie. Najpierw skromnie, bo tak:



Przyznam, bardzo miłe i lekkie, mimo że teatr znajdował się pod stacja kolejową i czasem dźwięki pociągu nadawały przedsięwzięciu lekko undergroundowego charakteru.

Natomiast dzisiaj już z przytupem. Już przy pierwszym akcie, kiedy na salę posypało się confetti* musiałem się zacząć pilnować. Gdyby ktoś się zastanawiał, to nie były łzy wzruszenia. Zdecydowanie nie byłem wzruszony. Po prostu akacja pyli, sprawdzałem. Nie mam pojęcia, dlaczego franca akurat w teatrze pyli, ale robi to strasznie namolnie. Szczęśliwie udało mi się przed drugim aktem ogarnąć i dalej już bez wpadek.



A w przyszłą sobotę to:



*przypuszczam, że umiejętność zachwycenia się musicalem to coś, co mam wbudowane w genom. Idzie razem w pakiecie z umiejętnością rozróżniania kolorów (szczególnie słoniowego**) i faktem, że moja dziewczyna nazywa się Adam***
**słoniowy to taki kolor, jak przekroić słonia na pół
** wszelkie podobieństwo do osób przypadkowe, jako że imię zwyczajnie zmyśliłem

2 komentarze:

  1. ...dorzucę Ci parę rzeczy.. a co...
    http://www.youtube.com/watch?v=qqhlfz9GQPE

    OdpowiedzUsuń
  2. ja myślę, że śmierć wcale nie jest tak blisko jak się niektórym wydaje, możesz mniej więcej oszacować ile Ci jeszcze czasu zostało na przeżywanie tych wszystkich rzeczy ze stroną http://smierc.org/

    OdpowiedzUsuń