O szczęściu

Dziś z rana obudziłem się o 7:30 radośnie potrząsany przez małą kuleczkę szczęścia znaną jako Promienny. Chciał porozmiawiać. Jako że wstrząsanie nie przynosiło porządanych efektów (czynny udział w konwersacji) postanowił mi przyłożyć do pleców swojego laptopa. Pięknego, metalowego laptopa. Zimnego laptopa.

Jakby momentalnie światło rozjaśniło me oczy. Czerwone. W tle zaczęły drzeć ryje niewiniątka, a anielskie fiszharmonie... Nieważne. Przyniósł potem kawę i ma wszystkie kończyny. Jak na razie.

W ogóle to ostatnio zauważyłem, że robię się mało społeczny, tak gdzieś od hm... września zeszłego roku. Podejrzewam spory wpływ Camino - generalnie jakoś przestało mi strasznie zależeć na ogromnych ilościach towarzystwa. Czyżbym oszalał? Generalnie nie mam już (za bardzo) zwidów i prowadzam się w miarę szczęliwie, acz chyba zostanę odludkiem. Nawet piszę jakoś mniej regularnie. Niepokojące to. Może czas zupełnie wsiąknąć w anglosaską kulturę i załatwić sobie psychoanalityka któremu będę mógł opowiadać różne ciekawe historie?

3 komentarze:

  1. Ja już swojego mam! Pomaga!

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem za psychoanalitykiem. pozdro !

    OdpowiedzUsuń
  3. @F Masz? Takie kwalifikowane i z kozetką?

    @A. Hm, przemyślę to jeszcze.

    OdpowiedzUsuń