O wegetarianiźmie

Poniższa notka zdecydowanie nie nadaje się dla wegetarian. Serio.

Promienny ostatnio obudził mnie kostką lodu. Równie dobrze można iść sobie poskakać po zamarziętej rzece. Jak on to przeżył, to nie wiem, acz rokuje to na przyszłość w miare nieźle. Chyba że będzie kontynuował zbliżone zagrania. Wtedy "póki smierć nas nie rozłączy" może mieć miejsce jeszcze tej wiosny.

Postanowiłem zatem podejść bestię na sposób i zemścić się subtelnie - na żur. Mina osoby wychowanej w kulturze dość wegetariańskiej, kiedy różne niewymowne fragmety menażerii ladowały w garze - bezcenna. Nie byłem w stanie dostać pewnych istotnych fragmentów, ale jakby się ktoś zastanawiał, to żur z choriso i alpenische cabanossi wychodzi nieźle. Dorwałbym tylko cwaniaka, który napchał sera do tych kantowanych kabanosów i przewlekł edukacyjnie po tłuczonym szkle. Trzeba być zupełnie pozbawionym zasad, żeby taką rzecz zrobić przywoitej kiełbasie.

Cała akcja przypomniała mi za to o dawnym, rodzinnym sposobie na wegetarian. Cóż potrzebujemy:

- kurczaka
- zegarek na łańcuszku

Kurczaka chwytamy pewnie za gardło. W wersji mrożonej - pod skrzydełko. Machając uwodzicielsko zegarkiem hipnotyzujemy i wmawiamy że jest marchwią. Powstałą marchew stosujemy jako zamiennik kurczaka w dowolnym przepisie.

Warto zauważyć, że kurczaka należy zahipnotyzować w całości, a nie tylko część przednią. Inaczej sprawa może stać się dość nieprzyjemna przy odrywaniu natki.

* może być mrożony, acz wymaga to pewnej praktyki

P.S. Żur smakował, nawet bardzo.

2 komentarze:

  1. Chciałbym zobaczyć hipnotyzowanie kurczaka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! Kurczaków nie jadam (bo nie lubię), ale marchew chętnie. Może więc jest to też sposób na niewegetariankę, która ma uraz do drobiu? :D

    OdpowiedzUsuń