O nostalgi

Przysadka mi się zmęczyła. I podwzgórze też. Skończyły wydzielać te małe cholery które pół zimy utrzymywały mnie na powierzchni i łubudu - leżymy. Z plusów - tydzień minął szybko, acz tylko dlatego, że od wtorku trwam w swoistym stuporze. Nawet przetaczanie się po matach na jujitsu nie pomogło*.

W efekcie postanowiłem znów w weekend wypiekać, bo to jakoś pomaga. Nawet poszedłem do polskiego sklepu i tam napadła mnie nostalgia. Miejsza już o mąkę kartoflaną, która znalazła się w koszyku nim jeszcze dobrze rzeczony chwyciłem. Dostałem też twaróg. Za to dopiero w domu okazało się, że kupiłem też pół kilo płatków owsianych! Nie wiem, skąd i po co, bo jak żyję to nie pamiętam bym kiedykolwiek się nimi interesował. I co tu z nimi teraz zrobić? Indianin w płatkach? Myślę, że to się nie przyjmie.

*przyznam, że treningi nabierają kolorytu: "Razem nogi. Wiem - instynkt, ale walcz z tym! Walcz! Kolana razem!". W grupie poniekąd męskiej. Miny przechodzącej obsługi - bezcenne.

1 komentarz:

  1. a może swojską owsiankę?:)
    Mleko, sól, cukier, starte jabłko vel kawałki brzoskwiń z syropu?:)
    Pożywnie i zdrowo- a co się ma marnować?:)

    OdpowiedzUsuń