O różnicach

Otóż, mes cheurs - rozmijamy się! Rozmijamy się straszliwie. Pal licho różnice kulturowe i dobre siedem kilo ryżu które odkryłem ostatnio w kuchni. Otóż nasze zegary biologiczne mają się do siebie jak Berlin do Pekinu. Gdy wieczorną młodą porą zaczynam się lekko rozkręcać, zastanawiając się co przyniesie noc dość szybko otrzymuję odpowiedź - zwłoki. Urocze, moje, ale zwłoki.

Bladym świtem z kolei budzę się zwykle obok osobnika, który poziomem energii zawstydziłby sześciolatka po trzecim espresso. W zwyczajowych okolicznościach przyrody zatłukł bym kantem poduszki i zdrzemnął się jeszcze kwadransik, acz nieodmiennie okazuje się że kawa już w drodze. I śniadanie gotowe. I jakoś nie mam serca. Co więcej - mam poczucie winy.

Do tego stopnia, że dzisiaj budzik nastawiłem na szóstą-jezusmaryja-trzydzieści z planem zrobienia cholernej kawy i usmażenia jakiejś sałaty. Ha! Żeby-oby. Bestia bez mrygnięcia wstała i kiedy czołgałem się do kuchni naprędce oporządziła tościki. Odpadam. Proponowałem kurację rohypnol-amfetamina, ale jakoś nie widzę zainteresowania.

1 komentarz: