O różnicach dalej

Otóż, jak wspominałem - różnimy się. Nie tylko w temacie trybu życia. Na dobrą sprawę przecież można sobie zostawiać karteczki. Różni na jeszcze rzecz niewymowna, a mianowicie gust.

Powiedzmy sobie szczerze - Maharadża jest generalnie światowy i obyty. Na ten przykład uwielbia kino Felliniego. Ja też Felliniego uwielbiam. Kupiłbym wszystkie kopie jego filmu, co do jednej. I zamknął gdzieś*, co by więcej mnie nie napastował. Albo uznał za Atrybut Ludzkości i wysłał w przestrzeń kosmiczną, co by sobie zieloni pooglądali.

Moje gusta natomiast są nieco bardziej egalitarne. Abstrahując od kinematografii, gdzie NIECO się rozmijamy, to przy literaturze w ogóle już przepaść, pająki i dzikie węże na dnie. Nie wspominając czasem o sposobach spędzania czasu wolnego, czy też popularnych rozrywkach.

Na szczęście zbiegamy się przy winie, choć o ile on jest bardziej koneserem i tak lampeczkę, to ja raczej miłośnikiem i być może resztę. I kulinariach. Ja gotuję, rzeczony je. Chyba że jemy, co akurat w Lądynie jest nietrudne. Oj, co się nauczyłem przez ten kwartał to moje. Pomijając uzależnienie od sushi, bo to już chyba nie przejdzie.

*no, może poza okazjonalnym handlem pokątnym, co by na waciki było.

5 komentarzy:

  1. "o ile on jest bardziej koneserem i tak lampeczkę, to ja raczej miłośnikiem i być może resztę" - piękne... ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. ja do tej przesyłki na Marsa oprócz Felliniego dorzuciłbym jeszcze kilku innych
    zrzuta na rakietę ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak najbardziej! Lista właściwie jest dość długa, rakieta musi być spora...

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda, że wątek o literaturze się urwał bo ciekawi mnie niezmiernie co w sferze literackiej wielbi rzeczony miłośnik Felliniego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Człowiek nie ma neta i takie niespodzianki. Trzymam kciuki by się wiodło. A Ty trzymaj za mnie.

    OdpowiedzUsuń