O okresie promocyjnym

Okres promocyjny. Jakie pól tygodnia temu zapoznałem się z rzeczoną teorią. Otóż podle powyższej idylla w związku trwa jakieś trzy miesiące. Wtedy jesteśmy oczytani, elokwentni, porządni i naturalnie chodzimy na wdechu. Po trzech miesiącach na scenę wchodzą powyciągane dresy, ulubione potrawy i uwolniony z nagła żołądek.

A ja z perspektywy niepełnego kwartału zastanawiam się czy to już. No fakt, dwóch emigrantów szukających szczęścia na obczyźnie pewnie szybko się dogada. Ja jestem szczupły i oczytany, on rozrywkowy i kontaktowy.

OK. Ni jedno ni drugie na dłuższą metę nie wyszło. Czytam w metrze, on usypia przed dziesiątą. Co więcej z jednej strony mocny orient, a z drugiej dzicz i kozackie arkany. Choć w tym wypadku arkan to głównie do kiełznania fasoli szparagowej.

Czasem wątpię. Czy to czas na Cat Power? Ech, baszd meg, trochę się boje, mimo że idylla, a feng szuja drze z każdego kąta ryja - dom!. Poleżę chyba krzyżem pod wersalką, a jakby kto dał radę, to trzymać kciuki proszę. Wspominałem, że w pracy Szekspir? Dramat jak się kłania.

3 komentarze:

  1. Feng Chuj zmienia życie, nie baw się w TO!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, to wiele tlumaczy, ja nieulozone wlosy i i stare dobre zazwyczaj walilam od razu, co by bylo wiadomo, na co sie delikwent decyduje. Blad. Wdech. Jeszcze tylko 2 miesiace...

    OdpowiedzUsuń
  3. @F. To taki kryptonim na artystyczną aranżację przestrzeni którą maluczcy określają nieładem...
    @E. Ha. Jednak na początku warto się postarać, co by się bestia oswoiła i - jeżeli się poszczęści - przyzwyczaiła.

    OdpowiedzUsuń