Syndrom ekspata


Jakiś czas temu Eru przestrzegał mnie przed syndromem eskpata. Przyznam, że nie zastawiałem się nad sprawą wcześniej i mam nadzieję, że dzięki świadomemu podejściu uda mi się tego smutnego losu uniknąć.

Syndrom eskpata - czyli jak zostać frustratem. Ot sprawa jest dosć prosta. Siedzimy sobie na emigracji, nikt nas nie lubi, wszędzie tłok, lokalni traktują z góry (albo nazbyt nadskakują) i nie da się dostać podstawowych produktów. Słowem - nikt nie jest takie, jak być powinno, a przy tym wsyzstkim Polacy na emigracji okazują się być bandą prostaków.

Wszystko ma się odmienić podczas wizyty w domu... a tu okazuje się, że obsługa w sklepach chamska, urzędzy nie działają, infrastruktura dramatyczna i nie da się dostać podstawowych produktów. Słowem - na emigracji za granicą lepiej.

Tak się potem toczy, że tu źle i tam nie dobrze. Smutne to gdy wszędzie nam źle. Dlatego uporczywie nie marudzę (za bardzo), staram się z wyrozumiałością podchodzić do porannego marszu pingwinów przez city i nawet za bardzo nie denerwują mnie różnice kulturowe.

Tylko jak tu przeskoczyć żywność? No bo jeszcze nie narzekałem jak podrzucono mi cebulę z rodzynkami w formie sałatki. Wcale. Albo startą surową marchew po-prostu. Ale już stargazy pie mnie pokonała. Z resztą co ja będę opowiadał - zdjęcie (z Wiki) powyżej.

2 komentarze:

  1. A co to takiego? Potopione w śmietanie śledzie?

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest pie, czyli ciasto. Cos w strone szarlotki, ktore zdarza sie tutaj z pikantnym nadzieniem (calkiem niezle!). Acz nawtykac sledzi w ciasto, to juz przegiecie.

    OdpowiedzUsuń