O smalcu

Życie emigranta bywa wesołe. Wszystko wydaje się działać normalnie, wręcz zwyczajnie - póki nie sypnie się jakiś szczegół. Od dłuższego czasu fascynuje mnie brytyjska fobia na punkcie elektryczności - nie znalazłem jak dotąd łazienki zaopatrzonej w kontakt. Nawet światło zapala się sznureczkiem dyndającym z sufitu.

Inną niespodzianką jest brak zupełnie codziennych produktów, które w cywilizowanych krajach sa dostępne z marszu i od ręki. Taka np. kapusta kiszona to już ewenement, a twarogu nie rozpozna tutaj nikt, nawet jeżeli kogoś by pogryzł. Smalec brzmi już jak Święty Graal, bądź zbrodnia popełniona na świni. Prowadzi to do różnych ciekawych kombinacji, jeżeli np. chcemy uczynić tradycyjne dla krajów cywilizowanych danie. Przykład: pierogi prawie ruskie, przepis tutaj.

5 komentarzy:

  1. No wiesz jak to było u Bridźit
    "mało jest niebieskich potraw"

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha. Tutaj na szczęście tylko skorupki były niebieskie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Samozaparcie w dążeniu do celu na pięć z plusem. I te ziemniaki w kolorze blue, które mimo wszystko nie odstraszyły kucharza.;)

    OdpowiedzUsuń
  4. -strasznie sie natrudziles:)
    -w szwecji tez niestety nie ma bialego twarogu (:
    -i tez maja kuku na punkcie pradu,
    brak gniazdka w lazience, coby nikt nie probowal podlaczyc przypadkiem pralki ...

    OdpowiedzUsuń
  5. O mamo:):):) Ale niebieskie jajka to mi się boleśnie kojarzą;)

    OdpowiedzUsuń