Ciasteczka

Od jakiegoś czasu męczy mnie post o emigracji, acz to jeszcze poczeka. Na razie spadł śnieg i jak francy nie znoszę, to przypomina mi Kraków. Bardzo i mocno. Nie powiem bym znosił to jakoś szczególnie dobrze, czy też ciepło, ale jeszcze się trzymam. Głównie kaloryfera.

Na pociechę postanowiłem upiec ciasteczka. Nawet idzie nieźle. Biorąc pod uwagę, iz jeżeli Londyn przyrównać do istoty ludzkiej, a ja mieszkam w dolnej częśći pleców to za sukces poczytuję zdobycie większości składników. No dobra, proszek do pieczenia robiłem z półproduktów, a po mąkę lazłem parę kilometrów.

Natomiast moje zupełne oburzenie wzbudziła śmietana. Tam skąd pochdzę śmietana ma CHARAKTER. Ma niepowtarzalną KONSYSTENCJĘ. Jeżeli w takiej śmietanie człowiek chciałby utopić kota, to kot zdychałby długo i walcząc. Tutaj - plum. Był mruczek, nie ma mruczka. Przecież to jest jakaś barwiona woda! Sprzedawanie tego ludziom jako śmietany powinno być karane rozwlekaniem przez dzikie żółwie. To się zwyczajnie nie godzi!

3 komentarze:

  1. topić kotka w śmietanie? ileż to bezinteresownego okrucieństwa leży czasem w człowieku. ja oraz mój sierściuch Maniek jesteśmy głęboko wstrząśnięci i zasmuceni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piecz ciasteczka na Sylwestra!

    OdpowiedzUsuń
  3. @M. Chciałby. To tylko tryb przypuszczający....
    @F. Ciasteczka? No da się zrobić...

    OdpowiedzUsuń