Puść ten młotek, potforze!

Oj, syrenka jezdem. Przyznam szczerze, że różne rzeczy nie szły mi w sukurs w przeszłości. Czasem była to pogoda, czasem znajomi. Zdarzało się, że przechodnie, bywało, że drzwi nie dało się domknąć. Standardy. Ale żeby psia mać, miłą i romantyczną chwilę, kiedy siedzę sobie z chłopiem u brzegu RZEKI przerwał mi PRZYPŁYW, to tego jeszcze nie grali.



Z resztą to całe prowadzanie się z samcami, to mnie kiedyś wykończy. No bo ratowanie białogłowy z takiej opresji - prosta rzecz. Śmig przez ramię i rączo po schodach. Jak sobie kto kiedy przerzucił przez ramię zacnego samca i śmignął po schodach, to wie o czym mowa. Jezuz, okładu... ten romantyzm będzie mnie targał po kościach jeszcze dobry miesiąc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz