Motylem jestem.

Oj, zagotowałem. Ostatni raz w takim tempie skoczyło mi ciśnienie w osiemdziesiątym trzecim, jak zmusili mnie żebym się urodził. Ot, szukałem pracy, skutkiem czego jeszcze okazjonalnie dzwonią rekruterzy. Dzisiaj też zadzwoniła jedna pani i mimo sugestii że w pociągu trudno się rozmawia - napierała. OK.

Rozmawialiśmy sobie chwile, mało sympatyczna była ale jakoś szło. Do momentu kiedy zapytała mnie o oczekiwane wynagrodzenie, usłyszała je, rzuciła coś chamskiego do słuchawki i się rozłączyła. Arg, gdyby tylko przez telefon dało się zabijać... Kij z tym, że nie rzuciłem jakąś kosmiczną figurą, acz chamstwa w tym stylu się nie spodziewałem. Musiała potem ochłonąć, bo dostałem maila, że "straciła połączenie". Tja, a ja chwilowo słuch i poczytalność.

Poszedłem zatem na spacer, żeby też ochłonąć i spokojnie odpowiedziałem wyjaśniając skąd i dlaczego uważam co uważam. To już trzecia bodajże osoba, która na widok podejrzanie polskiego nazwiska usiłuje jechać po bandzie. Jestem ciekaw jak zareaguje, bo po to w sumie tylko pisałem. Praca już jest i wszystko wskazuje że najlepiej trzymać się tego, co złapałem na razie.

3 komentarze:

  1. Tutaj za zapierdalantes płacą za godzine 6 funtów. Oczekiwania schowaj na razie w kieszeń, ja zrezygnowałem, ale nie wytrzymałbym psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. U... to nie brzmi jak wiele. W informatyce jest lepiej :). Oczekiwania przyciąłem już jakiś czas temu i praca się znalazła.

    OdpowiedzUsuń
  3. no to kiedy ściągasz rodzinę, znajomych i przede wszystkim nieznajomych :-)

    OdpowiedzUsuń