Bszkfltz!

Dobra, przyznaje się - skułem się lekko. Nawet nie jest to ten frywolny stan, w którym mogę nieskrępowanie naparzać w klawisze w nadziei, że się nikt nie połapie. Winne temu są dobre trzy tygodnie abstynencji*, jeden Rosjanin, jeden Anglik i całkiem sporo mnie. No i butelka wina.

Za to mam chipsy. Co jak na człowieka skutego jest całkiem dobrym stanem. Nie wspominając o tym, że dysponuję dość znaczną ilością cydru, wina i innych rzeczy bezecnych. Ale z tego nie ma co korzystać z prostej przyczyny - jest dobrze.

Jasne, walczę sobie z bankami, firmą, innymi badziewiami. Zasypiam samodzielnie, budzę się takoż. Ale jest dobrze. To jest dokładnie to czego chciałem i od dobrych kilku lat wszystko zmierza dokładnie tam, gdzie marzyłem**. Znaczy się - w świat.

Jasne, mogę się mylić, ale na szczęście powinienem się zorientować dopiero jak będę zdychał. Tak mi rodzina kiedyś zarzuciła, że chciałem Kraków - zwalczyłem Kraków; chciałem Słowenię - zwalczyłem Słowenię. Teraz zwalczam Londyn i też szykuje się całkiem fajnych parę lat. Jest dobrze. Lepiej być nie mogło.


* mam taki test. Jak mi się wydaje, że nie wyrabiam z alkoholem, to obiecuje sobie nie pić jakiś czas. Jak dotąd wygrywam.
** Czyli stąd. Mogę się mylić.

1 komentarz: