Zuzia.

Zuzia, bo nie mam lepszego pomysłu. Minął tydzień w Londynie i się podsumuję chyba:
- zaliczyłem jakieś hm... dwadzieścia jeden propozycji nagłego rendez-vous, w czym szesnaście gwałtownych.
- dwa zniewolenia (!)
- trzy propozycje pracy
- jedna miedzy wierszami i przy piwie, którą (wierzę że) zacznę pojutrze*
- rozczarowanie kulinarne
- jeden zalążek przyjaźni
- dwie miłości czyjegoś życia

Isz kfa jak intensywnie nie jest, to tęsknie. Wpisdu. Ale to przejdzie.

*i wiem, że w ch* mię robią, ale za takie pieniądze, to mogą mię robić też w wiewiórkę i hipopotama i też się będę uśmiechał.

2 komentarze:

  1. Początki podobne. Propozycji po 2 miesiącach nadal mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie kwestia wielkosci miasta i stezenia ludzikow. Wyzwolenie tu, ze tak powiem.

    OdpowiedzUsuń