Zakopki.

Każdy ma swoje tradycje. U mnie właśnie powstaje nowa - zakopki. No bo jak inaczej zinterpretować zachowanie rodziny? Od rana po domu śmiga najlepsze z możliwych jedzenie, wszystko jest miłe i sympatyczne... Coś jak ostatni posiłek. Przy takiej ilości spokoju i sympatii zwykle spodziewam się ciosu szpadlem w potylice i szybkiej akcji pod murem cmentarza. A może to ze mną jest coś nie tak?

No cóż, trwa ambitna akcja pakowania się na bliżej niezdefiniowany okres czasu. Ambitna o tyle, że mam tego zabrać 30kg, a po przeprowadzaniu się w czerwcu i późniejszym życiu z plecakiem jeno - trudno mi uzbierać 30 kg potrzebnych rzeczy. Najwyżej dopcha się książkami. Anyway, czas wracać do walki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz