London's dry...

Jeździłem do Miasta często. Swego czasu spędzałem tutaj 25% życia. Miałem tak nawet w umowie o pracę. Acz nie wychylałem za bardzo nosa z roboty, żyłem na trasie hotel - praca. Londyn z perspektywy mieszkańca jest mocno inny.

Raz, że jest szybko. Generalnie jesteś miłością życia na tą noc, albo nie istniejesz. Dwa, ludzie są skupieni na sobie, bardzo. Nikt nie słucha, każdy mówi.

Jakoś wiedziałem, że dokładnie tak to działa, kiedyś chciałem się w to bawić i wydawało się atrakcyjne. Okazjonalnie dalej się podoba. Mogę ściemniać że jestem młodszy niż jestem, co tylko pomaga. Tak się zastanawiam, czy dołączyć do korowodu i sprzedać plaskacza dotychczasowemu życiu, czy tez raczej budować swoja tratwę. Jak na razie ciążę ku drugiemu i działa to nieźle, acz...

4 komentarze:

  1. Nie wspominałem ci jakiś czas temu przypadkiem że jeszcze za tęsknisz za Krakowem? ;P
    Jak coś to obietnica że mogę ci wydzierżawić trochę miejsca na balkonie nadal aktualna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dokładnie identyczne przemyślenia. Kiedy się widzimy? Mam wolny tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. @F.: Hej, jasne. Jak na razie mam baaardzo duzo czasu :). Wtorek? Środa?

    OdpowiedzUsuń
  4. @M.: Spoko, spoko. Tak znowu źle nie ma :). Że zatęsknie sam wiedziałem, ale to jeszcze nie czas na powroty. Jesień, nie?

    OdpowiedzUsuń