God save the queen.

Nu, to przybyłem. Niemal bez przygód. Mieszkam w hostelu, który nazywa się Niespodzianka. Coś jest na rzeczy, bo np. kuchnia zwykle jest zaskoczeniem - żeby się do niej dostać trzeba przejść przez łazienkę. Jest tez WiFi, ale działa najlepiej, jeżeli siedzieć na kuchence. Za to sypialnia jest dość przestronna, przynajmniej byłaby na dwie osoby. Szkoda że mieszka w niej tych osób DWANAŚCIE. No, i to okno na ruchliwą ulicę, wraz z pubem na parterze też dodaje kolorytu.

Na szczęście znalazłem już potencjalny pokój, gustownie urządzony, mieszczą się nim aż trzy meble, a z każdego można skorzystać nie wstając z łóżka. Na dobra sprawę można tak też dotknąć każdej ściany, a jeżeli ma się ponad metr wzrostu, to wszystkich na raz też. Jak kiedyś mieszkałem w szybie od windy zaadaptowanym na pokój, to było więcej miejsca. Z plusów, okolica spokojna, choć daleko. No i sympatyczny właściciel, a i nie widziałem też nic tańszego. Zobaczymy, co trafi się dziś - znalazłem podejrzanie tanią kawalerkę, acz mam wrażenie że dzielnica z tych bardziej klimatycznych...

4 komentarze:

  1. jak weszłam na latituda i zobaczyłam żeś w Londynie to aż mi smutno się zrobiło ;/ ale! zostawiłeś nam w spadku koszulkę "i love NY" :) podejrzewam ze Tomek ja z chęcią przeżuje :) buziaki i powodzenia z mieszkaniem!

    OdpowiedzUsuń
  2. To kiedy się widzimy? Świętuję uro w piątek, meeting jaki na imprezie?

    OdpowiedzUsuń
  3. @em.: Łojezuz, tylko niech nie przeżuje za bardzo. Starszy imiennik przywiózł mnie ją zza ocełanu i chętnie bym ją odzyskał, jeżeli będzie się jeszcze do czegoś nadawała :).
    @Fetysz: no da się pewnie, co prawda mieszkam hektar od cywilizacji, ale jakoś się pewnie uda dotrzec. Moze szczegoly ustalim mailem?

    OdpowiedzUsuń
  4. bazgraj esy po prostu 0770 803 5577

    OdpowiedzUsuń