Uh, ah, przegrupowanie...

Em. Dobra, jakoś niecałe dwadzieścia cztery godziny temu dotarłem wreszcie do Polszy. Mam szczerą, mocną nadzieję, że to raczej przelotne rendez-vous niż kolejny długotrwały ramans. Na razie staram się doprać rzeczy, ogarnąć napaść na Kraków i ruszyć temat pracy w UK. Damn, jak się to robiło? Ostatnie łapanie zatrudnienia na obczyźnie polegało na układaniu krawężników i korepetycjach z historii. Nie wiem na co mam mniejszą ochotę, acz żywię nadzieję, że tym razem popracuję w zawodzie. Cóż. Jakoś się rozpracuje. Na razie Kraków. W końcu.

Zgromadziło się masę ciekawych historii i nawet jeżeli trzy czwarte pozostanie nieopowiedzianycyh, to warto. Trzeba rozwieźć pamiątki. Trzeba wreszcie poskakać po knajpach, nawiedzić niewidziane miejsca i po prostu pocieszyć się oswojonym kawałkiem świata. Nawet, jeżeli ten kawałek ogląda się już tylko z wypadku, a nie codziennie. Tymczasem za Xellem:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz