Schowek

Bo ja w tym Krakowie, to mogłem sobie raczej schowek na bagaż wynająć, a nie pokój. Z czterech zaplanowanych noclegów udało się zrealizować dwa, z czego jeden tylko dlatego że uporczywie sączyłem herbatę, miast oddawać się kolejny dzień bohaterskiej walce ze złem. Nieodmiennie jednak była to wizyta pozytywna, obfitująca w całkiem udane i ciekawe spotkania, choć kalejdoskop sufitów przewijający mi się ostatnio przez życie lekko przytłacza. Ciekawe, czy szwendanie się uzależnia?

Cóż, teraz postaram się przyzwyczaić do domowego... dziesięć lat się nie oglądaliśmy dłużej, toteż mam nadzieje że stęsknił się na tyle, by sobie nie pójść. W ostatnim podejściu wytrzymałem osiem godzin, teraz trzeba będzie dobre dziewięć dni. Jeżeli nie oszaleję (bardziej), to będzie to jedno z większych osiągnięć roku. Well, anyway - nim przesortuję zdjęcia z wojaży trzeba wreszcie ogarnąć tą całą emigrację i zaleczyć początki gruźlicy. Acz pewnie Kraków jeszcze raz nawiedzę, SDM koncertuje, ciężko odpuścić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz