Jak to sie robi w Hiszpani?

Bedac nowym turysta w Hiszpani mozna dojsc do wniosku, ze wiekszosc Hiszpanow gdzies sobie poszla i jedynie w wiekszych miastach mozna spotkac odrobine innych turystow. Wszystkie sklepy zamkniete, a w nielicznych otwartych obsluga jest conajmniej zaskoczona naszym przybyciem, najczesciej zwyczajnie wroga. Teraz krotki przelot przez typowe pierwsze podejscie.

Wpadamy do miasta, znajdujemy hotel, zrzucamy bagaze i biegniemy na kolacje. Okolo 19:00 udaje nam sie znalezc restauracje, ktora dopiero co sie otwarla, jemy samotnie i wychodzimy kiedy inni klienci zaczynaja sie dopiero pojawiac.

Po kolacji wracamy do hotelu, biezemy prysznic i szykujemy sie do tak slawnego w Hiszpanii imprezowania. Niestety, kiedy wpadamy do knajpy okazuje sie, ze sa puste. Dwie godziny pozniej, zwiedziwszy dziesiatki pustych barow trafiamy do malej speluny poza centrum gdzie jest moze kilka osob. Zrezygnowanie i po kilku drinkach mamy dosc, ale zostajemy na miejscu, jako ze reszta miasta jest ewidentnie pusta. Przed polnoca ladujemy w hotelu i przeplacamy w ich barze pijac jakies podle trunki. O trzeciej - spimy.

Wakacje, nie? Spimy do dziewiatej, wstajemy myslac o porzadnym sniadaniu, jak w domu. Ha! Nic z tego. Na poszukiwaniu miejsca ktore poda nam cos wiecej niz tosta i mala kawe strawimy dobre dwie godziny, a i tak skonczymy w McDonalds. Zdychajac w upale zabieramy sie za zwiedzanie, lapiac po drodze dusznosci i udar sloneczny. O trzeciej obiad.... ale znow wszystko zamkniete. Coz, McDonalds again. Majac serdecznie dosc zwiedzania w upale i z podlym jedzeniem wracamy do hotelu. Trzeba odpoczac do kolacji o 19:00.

Teraz tak... co poszlo zle. Godziny. Chyba nie kojarze kraju ktory mialby tak scisly rozklad jazdy nt. jedzenia i zycia, jak Hiszpania. Do tego wrzucona w srodek sjesta skutecznie dezorganizuje plan dnia osobom przyzwyczajonym do Europejskiego trybu zycia. Po dwoch miesiacach tutaj wiem juz, ze powinno to wygladac mniej wiecej tak:

Jezeli przybilismy do hotelu ok. piatej, to spokojnie. Wprowazamy sie i spokojnie spacerujemy po okolicy. Kolacja zaczyna sie tutaj ok. 21:00, nie wczesniej. Spokojnie jemy sobie tak do 22:00. Po kolacji wracamy do hotelu, mozna sie odswiezyc. Imprezy i zycie nocne zaczyna sie o 23:30, w wiekszych miastach nawet pozniej. Caal rzecz zacznie sie rozkrecac dopiero ok. 1:00 - wtedy impreza w barze jeszcze trwa, a powoli zaczynaja sie kluby i okolice. Ok. 3:00 prace koncza bary a na dobre startuja kluby. Caly show konczy sie dopiero ok. 6:00-7:00. To zwykla godzina na koniec imprezy, a nie wydarzenie kwartalu.

Mimo tego wstajemy o 9:00, LEKKIE sniadanie i czas na zwiedzanie. Bedzie okazja i nadespac i zjesc wiecej pozniej. O 13:00 obiad. Duzy - warto Menu del Dia (o szczegolach ktorego nastepnym razem), ktore bedzie duze, solidne i tanie. Po lunchu idziemy sobie nadespac zaleglosci z poprzedniej nocy, acz nie za dlugo. Cos jak drzemka regeneracyjna. O piatej mozemy wyjsc znow pozwiedzac, jak poprzedniego dnia...

2 komentarze:

  1. Ty nie rozumiesz Hiszpanów, ja nie rozumiem Angoli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... po dwoch miesiacach tutaj juz w miare rozumiem. Za to nie koniecznie czuje, czy tez mi to lezy :). Wlasnie wstalem po ¨"siescie" i czuje sie lekko rozbity. Zobaczymy czy dzisiaj uda sie najtlajf...

    OdpowiedzUsuń