Catch

A bo tak se pomyslalem, nie, ze 993km piechota to wyglada niepowaznie. No bo tak 990? Pfff.... Dlatego miast pojechac na autobus do Santiago, postanowilem na niego pojsc. Wyszedlem przedwczoraj i wg planu dotre jutro. 90km zaledwie, ale przeciez to zawsze ladniej w papierach wyglada. Tysiunc kilometrow to juz jest cos.

Wczoraj po drodze zlapalem sie na zarcie. Rzecz nie lekka, bo podczas przecietnego dnia marszu spala sie od 3000 do 6000 kalorii, wiec kazda okazja na szamanie jest dobra. Kuchnia niezla, acz kucharz w ktoryms momencie porwal sie na kurczaka w sosie cytrynowym i zlapal od tego kurczaka solidny lomot. Skonczylem zatem na talezu z czyms, co nie wiedzialo czy jest drobiem, czy szarlotka. Sprawa dosc przykra, acz zezarlem i tak. Darmowej kalorii w paszcze sie nie patrzy.

Z tej okazji przypomnial mi sie przepis na ulubiona Kanapke Pielgrzymia.

Skladniki:
- Pieczywo
- Tunczyk

Przygotowanie:
Pieczywo nosimy w plecaku przez jakies 2-3 dni, az nabierze stosownej swiezosci. Gdy nadejdzie juz chwila, wyciagamy puszke z tunczykiem. Odrywamy zawleczke, wyszarpujemy noz i odkrawamy denko puszki, stosownie sie z tej okazji nacinajac. Broczac krwia i lekko chichoczac rozszarpujemy bulke na dwie czesci, podluznie.

Zajmujac sie bulka tracimy z oczu tunczyka, ktory podowczas zalewa nam spodnie i pol plecaka oliwa. Ratujac sie przed potokiem tluszczu w odziezy puszczamy w panice bulke, ktora pada na grunt i zaczyna lapczywie zbierac witaminy i makroelementy z podloza. Biezemy wdech i przypominamy sobie, ze wszechswiat nas kocha. Chichoczemy. Otrzepujemy bulke z co wiekszych makroelemetow i bardziej wystajacych witamin.

Zakrwawionymi lapami wyszarpujemy odsaczonego juz z oliwy tunczyka i ladujemy na utytlana w pyle i kurzu bulke. Skladamy, konsumujemy ochoczo. Jezeli okaze sie iz pieczywo jest nieco suche, nalezy spokojnie poczekac na opady, ktore pozwola mu nieco rozmieknac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz