Dzien 8 - Bilbao : Pobenia (33.4 km)

Wciaz nie daje mi spokoju kwestia malych palcow. Przeszkadzaja tylko. Moze da sie ich jakos nieinwazyjnie pozbyc? Mam tez kolejne kandydatury...

Coz, dzisiaj juz spokojniej, grunt mniej narowisty, nawet slonce troche swiecilo... wokol natura. Wlasciwie to ta natura troche sie narzuca. Nie dalej jak dwa dni temu polizalo mnie mleko. Potem z kolei jakas jaszczurka chciala sie zabrac na ramieniu. No fajnie, ale jak przyszlo co do czego to byla malo rozmowna.

Z tym rozmawianiem to w ogole sprawa jest. Zeby isc w taka trase samemu, to trzeba sie bardzo lubic. Niestety nie startuje z tak fajnego poziomu, ale powoli sie oswajam. Zlapalem sie dzisiaj pare razy na rozmowach z rozna zwierzyna, wyrwal mi sie tez kilkuktotnie niekontrolowany chichot (bodajze na widok wzgorza). Umysl plata figle z braku zajecia.

Wieczorami jest lepiej. Czasem lapie sie kontakt z innymi pielgrzymami. Nie zawsze jest latwo, bo wiekszosc gada po hiszpansku, ew. wlosku, zatem swobodne dialogi nie wchodza w gre (choc wdrapywanie sie na schody zawsze wzbudza usmiech...). Bywa. Dzis spotkalem Polke, ktora poznalem na Camino Frances dwa lata temu. Nie pojmuje zbiegu okolicznosci czasu, miejsc i decyzji ktore potrafia doprowadzic do spotkania w takim miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz