Dzien 7 - Gernika - Bilbao (40 km)

W temacie przemyslen - mam troche w temacie malych palcow u stop. Czy one sa tak na prawde potrzebne? Bo jezeli nie, to ja sie ich chetnie pozbede - obecnie sluza mi przede wszystkim do bycia ocieranymi.

Borem, lasem przedreptalem znow 35km, przez blotniste trakty i ongis wyschle strumienie. Myslalem ze padne. Udalo sie po czesci dzieki spotkanemu wczesniej kanadyjczykowi (Harold... lat 67, szoste Camino, ciezko bestii dotrzymac kroku). Po przybyciu na miejsce okazalo sie, ze trzeba przedreptac kolejne 5km przez miasto, dzielnicami w ktorych mlodziez przesunieta nieco chromatycznie w stone czerni topi bol niezrealizowanego potencjalu w narkotycznych oparach. Czy costam. Na szczescie zaczepiono nas tylko ze dwa razy i to dosc ostroznie. Finisz wygladal jak czysta farsa, trzeba wyjsc z miasta i targac pod jedno z najbardziej stromych wzgorz na calej trasie. Jezeli mamy ochote na obiad - a po takim dniu zwykle mamy - trzeba na dol, a potem z powrotem. Wierze iz ktokolwiek wymyslil lokalizacje tego przybytku interesuje sie tez ciasnymi skorami i roznymi pejczykami...

Moze miec to jakis zwiazek z szacunkiem jakim darzeni sa tutaj pielgrzymi. Kazda pozdrawiana osoba usmiecha sie, jakby to pozdrownienie przyniosilo szczescie. Ludzie machaja z samochodow, a jak czlowiek zacznie isc w zla strone, to biegna za i pokazuja dobra droge. Lubie byc otaczany czcia, ale na przyszlosc wolabym przy tym lezec na oltarzu w otoczeniu powabnych efebow. Jezeli publika bedzie nalegac, to mozna upchnac jakas huryse, ale w drugim szeregu i byle sie nie narzucala.

Nic, koncze gdyz lece na siekacze. Na szczescie udalo sie odblokowac telefon...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz