Dzien 4 - San Sebastian : Zumaia (28.9 km)

OK. Przyznaje sie. Zapomnialem ze Camino to nie spacer wsrod winnic z pieknymi widokami. Camino przede wszystkim boli. Targnalem sie dzisiaj na nieco wiekszy dystans, ktory ta glupote zrobilem tez dwa lata temu i podobnie - drugiego dnia. Jak i wtedy - nocuje w klasztorze.

W sumie juz rano dzien nie zapowiadal sie jakos szczegolnie. Bo i czegoz mozna sie spodziewac gdy o 6:30 rano musimy przedzierac sie przez mokre jezyny? Okazalo sie z reszta ze osiadajaca podowczas rosa postanowila osiadac dlugo i namietnie, bo gdzies do 13:00.

Przemoczone buty zaoowocowaly odciskami, odsiski na lewej nodze naduzywaniem prawej, a w efekcie nadwyrezeniem jej siciegien. Tak sobie potem szedlem 20km zastanawiajac sie, czy bardziej bola odciski, czy sciegna. Wygraly sciegna, ale wierze iz bedzie dogrywka. Coz, i jedne i drugie da sie w miare latwo zaleczyc.

Ach, wymyslilem tez dlaczego to robie. Ha! Bo Camino ksztaltuje charakter! (Mozna sie smiac)

Dzisiaj mialo tez miejsce pierwsze spotkanie - babcia z wnuczka. Wzialem je za przygodne spacerowiczki, ale jednak popychaja z plecakiem i dosc trudno dotrzymac im tempo.

Nie do pominiecia byla tez pani prowadzaca schronisko, ktora co prawda nigdy Drogi nie przeszla, ale ma do sprawy zaciecie. Sporo opowiadala o klasztorze, ktory siostry przekazaly miasto na schronisko, po tym jak zostalo ich tylko siedem w podeszlym wieku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz