Dzien 30 - Negreira : Olveiroa (38 km)

Dzisiaj padlo pare kilometrow ekstra, bo sie tak jakby zgubilem. Znowu. Przy tym ten kawalek trasy bardzo lubie, wiec postanowilem nadlozyc drogi i wrocic na wlasciwy szlak, miast targac skrotami. Tutaj nie obylo sie bez niespodzianek - pani kierujaca mnie na trase byla zaskoczeniem tygodnia. Po paru nieporadnych zdaniach z mojej strony przeskoczyla na angielski, ktorym zakasowalaby wielu znanych mi anglikow. Na szczescie po chwili okazalo sie, ze wychowala sie w Londynie, acz pare lat temu przeniosla sie do hiszpani i tak sobie pracuje na stacji benzynowej posrodku niczego...

Reszta dnia juz bez szczegolnych wrazen, raczej spokojnie. Pojawiaja sie nowe twarze, acz bardzo spokojnie i bez tloku. Zdziwilem sie tylko widzac ludzi, ktorzy wydaja sie tutaj zaczynac - dwa lata temu spoktykalem na trasie tylko weteranow Camino, ktorzy na dobra sprawe mogliby chodzic boso... Czesc z reszta chodzila. Nic to, phanta rei. I tak na razie lapie spokoj, mysle i ogolnie medytuje. Jest spora szansa, ze ta droga przyniesie wiecej rewolucji, niz planowalem.

Dalej widuje pielgrzyma-indianina. Niestety, zwykle jest sam, wiec nie mam pewnosci czy to tylko moja halucynacja, czy istnieje na prawde. Na wstepny oglad chyba jest francuzem (co nietypowe - Ci najbardziej odklejeni zwykle pochodza z Niemiec) i spi raczej pod golym niebem, niz w przytulkach i schroniskach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz