Dzien 27 - Sobrado dox Monxes : Arzua (24 km)

Z okazji slabego nastroju i nadmiaru czasu skrocilem sobie etap. To z kolei spowodowalo iz wiekszosc znanych paszczy wyprula do przodu. Jezeli jutro sie uwine, to moze dogonie, acz jeszcze nie wiem. Planowanie nie jest moja najmocniejsza strona ostanimi dniami. No coz, zostalo jeszcze jutro/pojutrze do Santiago. Potem 2-3 dni do kranca swiata. I potem kolejny miesiac tulaczki, z tym ze juz nie pieszo.

Chwilowo sklaniam sie do przekonania, ze o ile szalenie lubie wlasne towarzystwo i w znakomitej wiekszosci przypadkow swietnie sie bawie, to dwa miesiace samodzielnie wydaja sie byc ambitnym planem.

Z plusow dnia - dorwalem sie do pralki. Wypralem wszystkie ubrania i czuje sie nieco bardziej swiezy. Ekwipunek przejzany i posprzatny, wiec do stolicy prowincji weje wymuskany niczym pieciogwiazdkowy bezdomny. A i pogoda ma ponoc dopisywac, wiec szykuje sie kawalek milego spaceru, juz od piatej rano pewnie. Bo wtedy wlasnie wstaja wszyscy ci fajni ludzie, ktorzy dolaczyli na ostatnie 100 km. Czy zatluczenie kogo kantem poduszki, to wciaz zbrodnia, czy juz osiagniecie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz