Dzien 25 - Vilalba : Miraz (39.7 km)

Z rana pobieglem do bankomatu, akurat byla okazja i oswiadczylem hiszpanom ze pojde sobie potem troche szybciej. Sprawa przebiegla bezbolesnie i model spotykania sie wieczorami i w przerwach bede wrdazal dalej. Porozoumiewanie sie w jezyku ktory jest mi strasznie obcy czasem meczy i chwila przerwy sie przyda.

Dzien lecial wolniej i skonczyl sie w schronisku prowadzonym przez Brytyjczykow. Doszlo do pewnych niesnasek na tle rowni kulturowych pomiedzy luznymi hiszpanami, a zasadniczymi brytyjczykami. Caklosc udalo sie jakos zalagodzic i nawet dostalismy kawalek podlogi do spania.

Z nowinek - odkrywam w sobie niesamowita milosc do angielskiego akcentu i jezyka w ogole. To chyba dobrz wrozy w kontekscie jesiennych planow migracyjnych i adaptowania sie do ichniej kultury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz